Nowe Oblicze SasuSaku.
środa, 23 sierpnia 2017
Info !
Kochani, zapraszam na nowego bloga, odsyłam was tutaj 0https://sasusaku-morzewspomnien.blogspot.com/
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Rozdział 18.
Za każdym razem daję Ci coś więcej, niż tylko serce.
Za każdym razem daję Ci więcej siebie
Za każdym razem daję Ci więcej siebie
Od Zawsze słyszeliśmy od naszych rodziców, dziadków, że nasi przodkowie, próbowali kiedyś stworzyć nam godne warunki do życia bez walk, bez gniewu, w harmonii z innymi ludźmi. Gdyby na świecie nie było zła, wszystko byłoby łatwiejsze. Jednak to się nie stanie nigdy, dopóki nadal istnieje organizacja, której nie łatwo się pozbyć. Nie jeden shinobi próbował i każdy poległ. Strach i lęk to dla nich nie znane słowa. Tak, Akatsuki nadal nie zaprzestało snuć plany zemsty, na wiosce liścia a tym bardziej, na ich mieszkańcach. Ci, którzy zdradzili...zginą.
Siła, którą próbują zdobyć nie jest jakąś tam mocą, która pomoże im zemścić się, jest to coś bardziej potężniejszego. Moc, która jest w stanie zmienić losy świata. Zdobycie jej nie jest łatwe, wymaga wielkiej odwagi i przede wszystkim bycia osobą "zaufaną".
-Konan, czy wszystko już przygotowane? -Czarnooki nie mógł już usiedzieć, w miejscu.
-O to nie musisz się martwić, namierzyłam tego twojego, motylka. Wraca właśnie z twoim bratem do domu. Cała i zdrowa...
-Czyli ta banda idiotów nie poradziła sobie, zabawne. No, no braciszku. Coraz lepiej.
-Co teraz? -Spojrzała na niego, oczekując wyjaśnień.
-Sam będę musiał się tym zając. Sprawię, że szybko zdobędziemy ją.
-Jak chcesz to zrobić Itachi?
-Będę musiał odwiedzić naszą starą znajomą. -Dziewczynie nie umknął chytry uśmiech chłopaka.
Nie minęła chwila a chłopak zniknął pozostawiając, po sobie pióra czarnego kruka.
Tak jak się spodziewał, w wiosce wyczuwalna była silna energia, jednak nie prowadziła ona do domu jego brata, a w zupełnie innym kierunku. -Coś jest nie tak. Hm braciszku czyżbyś ukrywał jej moc?
-Sasuke! Mógłbyś poczekać na mnie? Gdzie Ci się tak śpieszy! -Usłyszał za sobą kobiecy krzyk. -Oho o wilku mowa. Cudownie.
-To nie moja wina, że masz tak krótkie nóżki. -Zakpił z niej.
-Grabisz sobie znowu. -Burknęła krzyżując ręce na klatce piersiowej. -Radzę Ci przeprosić albo dalej pójdziesz sam.
-Co mam zrobić? Żartujesz sobie chyba, chcesz to sobie zostań, przypominam księżniczko, że mieszkasz u mnie.
-Oh, racja wielki Sasuke Uchiha nigdy nie przeprasza, duma silniejsza co, gburku? -Zaśmiała się widząc jego zdezorientowaną minę.
-Ale wiesz, że...
-Cii! -Uciszył ją i skupił swój wzrok na niebo.
-Co jest?
-Nie jesteśmy sami Ev.
Jego wzrok skierowany był na cień, jednego z wysokich dachów. Znał doskonale tą czakrę. Jego ręka sięgała powoli do rękojeści gdy nagle cień znikł.
-Sasuke! Co ty wyprawiasz! Miałeś się zjawić u mnie dzisiaj. -Oburzony blondyn zjawił się koło nich.
-Zagadka rozwiązania Sherlocku. -Zakpiła z niego, czego bardzo szybko pożałowała bo zmroził ją spojrzeniem.
-Miałem, ale tego nie zrobiłem, ukarzesz mnie teraz mamusiu?
-Nie żartuj sobie nawet!
-Mamusia z tatusiem znowu się kłócą. -Dziewczyna nie traciła czasu, na ciągłe dogryzanie brunetowi. Wiedziała, że tego nie lubił. Za to ona uwielbiała go denerwować, i obserwować jak niebezpiecznie pulsuje mu żyłka na czole.
-Ev! -Krzyknęli oboje.
-Oj dobra! -Nie miała zamiaru dłużej tam stać i ruszyła w swoją stronę, uliczki Konochy gdzie nie gdzie, były strasznie ciemne. -Przydało by się tu więcej światła. -Pomyślała.
Czuła się teraz jak w kiepskim filmie, gdzie to biedna, bezbronna dziewica, udaję się na przechadzkę ciemnymi uliczkami miasta. I czeka, aż za rogiem wyskoczy przed nią groźny bandyta z piłą mechaniczną w ręku i zacznie jej grozić. -Bzduraaa.
-Jesteś pewna? Usłyszała przy uchu szept. Poczuła na skórze chłodny podmuch wiatru, gęsia skórka na jej ciele nie świadczyła o tym, że było jej zimno. Jej pięść zacisnęła się tak mocno, że nie dopływała jej krew do koniuszków palców. -Przysięgam Sasuke, że Cię kiedyś zabije! -Odwróciła się nagle. Osłupiała gdy zobaczyła jak z cienia wydobywa się wysoki facet, o ciemnych jak noc oczach i długich kruczych włosach. Lampa z oddali oświetlała tylko kawałek jego ciała. Widziała jego umięśniony tors, który był doskonale widoczny z pod jasnej bluzki. -Nie wierze. -Przeszło jej przez myśl. -Jej usta były rozchylone na tyle, że mogła by wcisnąć tam całą pięść.
-Ty..
-Tak jestem Itachi, starszy brat Sasuke.
-Jesteś zabójcą! Nie...Przecież ty jesteś martwy! Podobno... -Jej mina wskazywały jak bardzo była w szoku.
-Też miło mi Cię poznać robaczku. -Zaśmiał się. -Zabójcą? A któż Ci takich bredni naopowiadał dziecinko? A Wyglądam na martwego?
Miał racje, nie wyglądał na osobę, która była by w stanie skrzywdzić kogokolwiek. A tym bardziej nie wyglądał na osobę, która właśnie wstała z grobu, by dokończyć to czego nie zdążyła za życia.
-To wytłumacz mi, dlaczego masz taką opinie?
-Może przejdziemy się na spacer? Wszystko Ci wyjaśnię.
-W porządku, jestem Ev tak w ogóle. -Uśmiechnęła się, jednak cały czas była czujna.
-Ja i mój brat, to dwa różne światy. Kiedyś bardzo się pokłóciliśmy, sprawy rodzinne i od tamtego momentu nie mamy kontaktu. Ma mi za złe, że opuściłem wioskę, żeby szkolić się, podróżować.
-A co z tym Bingo? -Przypominała sobie wcześniejszą rozmowę z Sasuke.
Siła, którą próbują zdobyć nie jest jakąś tam mocą, która pomoże im zemścić się, jest to coś bardziej potężniejszego. Moc, która jest w stanie zmienić losy świata. Zdobycie jej nie jest łatwe, wymaga wielkiej odwagi i przede wszystkim bycia osobą "zaufaną".
-Konan, czy wszystko już przygotowane? -Czarnooki nie mógł już usiedzieć, w miejscu.
-O to nie musisz się martwić, namierzyłam tego twojego, motylka. Wraca właśnie z twoim bratem do domu. Cała i zdrowa...
-Czyli ta banda idiotów nie poradziła sobie, zabawne. No, no braciszku. Coraz lepiej.
-Co teraz? -Spojrzała na niego, oczekując wyjaśnień.
-Sam będę musiał się tym zając. Sprawię, że szybko zdobędziemy ją.
-Jak chcesz to zrobić Itachi?
-Będę musiał odwiedzić naszą starą znajomą. -Dziewczynie nie umknął chytry uśmiech chłopaka.
Nie minęła chwila a chłopak zniknął pozostawiając, po sobie pióra czarnego kruka.
Tak jak się spodziewał, w wiosce wyczuwalna była silna energia, jednak nie prowadziła ona do domu jego brata, a w zupełnie innym kierunku. -Coś jest nie tak. Hm braciszku czyżbyś ukrywał jej moc?
-Sasuke! Mógłbyś poczekać na mnie? Gdzie Ci się tak śpieszy! -Usłyszał za sobą kobiecy krzyk. -Oho o wilku mowa. Cudownie.
-To nie moja wina, że masz tak krótkie nóżki. -Zakpił z niej.
-Grabisz sobie znowu. -Burknęła krzyżując ręce na klatce piersiowej. -Radzę Ci przeprosić albo dalej pójdziesz sam.
-Co mam zrobić? Żartujesz sobie chyba, chcesz to sobie zostań, przypominam księżniczko, że mieszkasz u mnie.
-Oh, racja wielki Sasuke Uchiha nigdy nie przeprasza, duma silniejsza co, gburku? -Zaśmiała się widząc jego zdezorientowaną minę.
-Ale wiesz, że...
-Cii! -Uciszył ją i skupił swój wzrok na niebo.
-Co jest?
-Nie jesteśmy sami Ev.
Jego wzrok skierowany był na cień, jednego z wysokich dachów. Znał doskonale tą czakrę. Jego ręka sięgała powoli do rękojeści gdy nagle cień znikł.
-Sasuke! Co ty wyprawiasz! Miałeś się zjawić u mnie dzisiaj. -Oburzony blondyn zjawił się koło nich.
-Zagadka rozwiązania Sherlocku. -Zakpiła z niego, czego bardzo szybko pożałowała bo zmroził ją spojrzeniem.
-Miałem, ale tego nie zrobiłem, ukarzesz mnie teraz mamusiu?
-Nie żartuj sobie nawet!
-Mamusia z tatusiem znowu się kłócą. -Dziewczyna nie traciła czasu, na ciągłe dogryzanie brunetowi. Wiedziała, że tego nie lubił. Za to ona uwielbiała go denerwować, i obserwować jak niebezpiecznie pulsuje mu żyłka na czole.
-Ev! -Krzyknęli oboje.
-Oj dobra! -Nie miała zamiaru dłużej tam stać i ruszyła w swoją stronę, uliczki Konochy gdzie nie gdzie, były strasznie ciemne. -Przydało by się tu więcej światła. -Pomyślała.
Czuła się teraz jak w kiepskim filmie, gdzie to biedna, bezbronna dziewica, udaję się na przechadzkę ciemnymi uliczkami miasta. I czeka, aż za rogiem wyskoczy przed nią groźny bandyta z piłą mechaniczną w ręku i zacznie jej grozić. -Bzduraaa.
-Jesteś pewna? Usłyszała przy uchu szept. Poczuła na skórze chłodny podmuch wiatru, gęsia skórka na jej ciele nie świadczyła o tym, że było jej zimno. Jej pięść zacisnęła się tak mocno, że nie dopływała jej krew do koniuszków palców. -Przysięgam Sasuke, że Cię kiedyś zabije! -Odwróciła się nagle. Osłupiała gdy zobaczyła jak z cienia wydobywa się wysoki facet, o ciemnych jak noc oczach i długich kruczych włosach. Lampa z oddali oświetlała tylko kawałek jego ciała. Widziała jego umięśniony tors, który był doskonale widoczny z pod jasnej bluzki. -Nie wierze. -Przeszło jej przez myśl. -Jej usta były rozchylone na tyle, że mogła by wcisnąć tam całą pięść.
-Ty..
-Tak jestem Itachi, starszy brat Sasuke.
-Jesteś zabójcą! Nie...Przecież ty jesteś martwy! Podobno... -Jej mina wskazywały jak bardzo była w szoku.
-Też miło mi Cię poznać robaczku. -Zaśmiał się. -Zabójcą? A któż Ci takich bredni naopowiadał dziecinko? A Wyglądam na martwego?
Miał racje, nie wyglądał na osobę, która była by w stanie skrzywdzić kogokolwiek. A tym bardziej nie wyglądał na osobę, która właśnie wstała z grobu, by dokończyć to czego nie zdążyła za życia.
-To wytłumacz mi, dlaczego masz taką opinie?
-Może przejdziemy się na spacer? Wszystko Ci wyjaśnię.
-W porządku, jestem Ev tak w ogóle. -Uśmiechnęła się, jednak cały czas była czujna.
-Ja i mój brat, to dwa różne światy. Kiedyś bardzo się pokłóciliśmy, sprawy rodzinne i od tamtego momentu nie mamy kontaktu. Ma mi za złe, że opuściłem wioskę, żeby szkolić się, podróżować.
-A co z tym Bingo? -Przypominała sobie wcześniejszą rozmowę z Sasuke.
-Skąd znasz to imię? -Wbił w nią swój wzrok.
Dziewczyna czuła się jak na jakimś przesłuchaniu tylko, że zamiast
zadawać pytania musiała na nie odpowiadać. -J-ja no przeczytałam gdzieś
przez przypadek chyba w jakiejś książce czy..
-Bingo. -Przerwał jej.
-Słucham? -Zdziwiła się.
-W książce Bingo. Itachi to złoczyńca. -Brunet pokręcił głową
Czyli jednak! Wiedziałam. -Przeszło jej przez myśl.
Chłopak westchnął i przeczesał swoje hebanowe włosy. -Itachi to członek
Akatsuki, jest niebezpieczny i powinien już nie żyć. Jest numerem jeden
na mojej czarnej liście.
-Bo widzisz, moja wyprawa niosła ze sobą wiele przygód. Wraz z moim przyjacielem Daisuke, zaatakowała nas grupa shinobi, z wioski liścia. Ktoś wysłał ich by nas sprowadzili z powrotem. Uznali nas za zbiegłych. Żywy lub martwy, nie ważne. Byliśmy zmuszeni walczyć z nimi. Gdy ja zajmowałem się swoimi przeciwnikami, na Daisuke ruszyła reszta. Nie był w stanie poradzić sobie, a ja nie zdążyłem w odpowiedniej chwili zareagować i wtedy... -Zawahał się. Chciał, żeby ta opowieść ruszyła dziewczynę. -Zginął z ich rąk.
Byłem tak zły, że zabiłem ich wszystkich. Zabrali mi przyjaciela.
-Rozumiem. Przykro mi. -Dotknęła jego ramienia, by dać mu trochę otuchy.
-Było minęło. -Uśmiechnął się delikatnie.
-Oh! Jaki on ma cudowny uśmiech. -Przeszło jej przez myśl.
***
-Nie mogę w to wierzyć co się ze mną dzieje? No Sakura głowa do góry, biust do przody i jazda do domu! -Westchnęła zrezygnowana. Od rana męczyła ją ta wizja, ten sen. Kim był? Czy znała go? Ciągle głowiła się, czy dziś też ujrzy go we śnie, i czy ujrzy jego twarz, poczuje jego dotyk na swojej skórze?
Powoli wstała i odgarnęła niesforne, kosmyki włosów z twarzy. Wzięła głęboki oddech i wyszła z gabinetu. Przed wyjściem zajrzała jeszcze tylko do Hinaty i wreszcie mogła wrócić do domu. Chciała wieść normalnie życie, bez Akatsuki i tych ciągłych walk. Misji.
Leniwym krokiem szła przed siebie, głowę miała uniesioną ku górze. Na niebie pojawiały się już pierwsze gwiazdy. Cały dzień spędziła w szpitalu. -Nie długo tam zamieszkam. -Burknęła.
Mijając puste uliczki Konochy, wspominała jak to było, za czasów drużyny 7. Gdy to było z Naruto, Kakashim, Saiem i... -Iii? Dziwne. -Zatrzymała się nagle.
-Ev! -Usłyszała znany jej krzyk. -Naruto. -Uśmiechnęła się sama do siebie i ruszyła w stronę, z którego dobiegały krzyki. Ujrzała swojego przyjaciela w towarzystwie jakiegoś bruneta. Udała, że ich nie widzi i poszła dalej, nie chciała już dzisiaj rozmawiać z innymi było to dla niej, zbyt męczące na dziś. Gdy tylko doszła do swojego mieszania od razu poszła do łazienki. Rozebrała się i weszła do kabiny, odkręcając wodę. Strumień ciepłej wody, spływał po jej nagim, spiętym ciele. Zamknęła oczy i oddała się tej chwili. Po skończonej kąpieli wyszła owinięta w biały, puchowy ręcznik. Przeczesała włosy i poszła do swojego pokoju. Było grubo już po 22. Wyszperała z szafy jakąś koszulkę i krótkie spodenki. Dzisiejszy dzień dał jej nieźle w kość, przebrana usiadła na łóżku i spojrzała za okno. -Dziś też tajemniczy chłopcze, nawiedzisz mnie w snach? -Westchnęła. -Ah! Byłoby łatwiej, gdybyś się przedstawił wtedy. -Burknęła nie zadowolona.
***
-Bo widzisz, moja wyprawa niosła ze sobą wiele przygód. Wraz z moim przyjacielem Daisuke, zaatakowała nas grupa shinobi, z wioski liścia. Ktoś wysłał ich by nas sprowadzili z powrotem. Uznali nas za zbiegłych. Żywy lub martwy, nie ważne. Byliśmy zmuszeni walczyć z nimi. Gdy ja zajmowałem się swoimi przeciwnikami, na Daisuke ruszyła reszta. Nie był w stanie poradzić sobie, a ja nie zdążyłem w odpowiedniej chwili zareagować i wtedy... -Zawahał się. Chciał, żeby ta opowieść ruszyła dziewczynę. -Zginął z ich rąk.
Byłem tak zły, że zabiłem ich wszystkich. Zabrali mi przyjaciela.
-Rozumiem. Przykro mi. -Dotknęła jego ramienia, by dać mu trochę otuchy.
-Było minęło. -Uśmiechnął się delikatnie.
-Oh! Jaki on ma cudowny uśmiech. -Przeszło jej przez myśl.
***
-Nie mogę w to wierzyć co się ze mną dzieje? No Sakura głowa do góry, biust do przody i jazda do domu! -Westchnęła zrezygnowana. Od rana męczyła ją ta wizja, ten sen. Kim był? Czy znała go? Ciągle głowiła się, czy dziś też ujrzy go we śnie, i czy ujrzy jego twarz, poczuje jego dotyk na swojej skórze?
Powoli wstała i odgarnęła niesforne, kosmyki włosów z twarzy. Wzięła głęboki oddech i wyszła z gabinetu. Przed wyjściem zajrzała jeszcze tylko do Hinaty i wreszcie mogła wrócić do domu. Chciała wieść normalnie życie, bez Akatsuki i tych ciągłych walk. Misji.
Leniwym krokiem szła przed siebie, głowę miała uniesioną ku górze. Na niebie pojawiały się już pierwsze gwiazdy. Cały dzień spędziła w szpitalu. -Nie długo tam zamieszkam. -Burknęła.
Mijając puste uliczki Konochy, wspominała jak to było, za czasów drużyny 7. Gdy to było z Naruto, Kakashim, Saiem i... -Iii? Dziwne. -Zatrzymała się nagle.
-Ev! -Usłyszała znany jej krzyk. -Naruto. -Uśmiechnęła się sama do siebie i ruszyła w stronę, z którego dobiegały krzyki. Ujrzała swojego przyjaciela w towarzystwie jakiegoś bruneta. Udała, że ich nie widzi i poszła dalej, nie chciała już dzisiaj rozmawiać z innymi było to dla niej, zbyt męczące na dziś. Gdy tylko doszła do swojego mieszania od razu poszła do łazienki. Rozebrała się i weszła do kabiny, odkręcając wodę. Strumień ciepłej wody, spływał po jej nagim, spiętym ciele. Zamknęła oczy i oddała się tej chwili. Po skończonej kąpieli wyszła owinięta w biały, puchowy ręcznik. Przeczesała włosy i poszła do swojego pokoju. Było grubo już po 22. Wyszperała z szafy jakąś koszulkę i krótkie spodenki. Dzisiejszy dzień dał jej nieźle w kość, przebrana usiadła na łóżku i spojrzała za okno. -Dziś też tajemniczy chłopcze, nawiedzisz mnie w snach? -Westchnęła. -Ah! Byłoby łatwiej, gdybyś się przedstawił wtedy. -Burknęła nie zadowolona.
***
-Pewnie chciałabyś wiedzieć, co tu robię. Właściwie jestem tu z dwóch powodów. -Patrzył na nią pewnie.
-Jakich?
-Z powodu brata i chce się zemścić.
-Na kim?! -Oburzyła się.
-W swoim życiu wiele zwiedziłem, wędrowałem od wioski do wioski. Aż pewnego razu trafiłem na trochę dłużej do wioski Mgły. Tam poznałem wspaniałego człowieka, był nim Nobu Mahuriki. -Posmutniał teatralnie, zauważył jak mięśnie dziewczyny spinają się a na twarzy pojawia się zdziwienie. Więc kontynuował. -Wraz z Nobu wyruszaliśmy na różne misje, staliśmy się przyjaciółmi. Jednak pewnego dnia wioska Mgły została zaatakowana przez grupę shinobi z mojej rodzinnej wioski, dowiedzieli się, że tam jestem i chcieli zrobić wszystko by mnie zabić. Walka była zacięta, ja, Nobu i reszta z wioski Mgły przeciw Wiosce liścia, gdzie na czele stała...-Zawhał się. -Sakura.
Jednak nie udało nam się wygrać tej bitwy, ja zostałem poważnie ranny, a reszta została zabita. Cały klan Mahuriki wtedy poległ, gdy chciał bronić swojej wioski.
-Nie możliwe... -Dziewczyna zaciskała pięści. -To nie może być prawda.
-Ev? -Złapał ją za ramie lekko.
-To był mój...-Spojrzała na niego. To wszystko działo się za szybko jak dla niej. Nie sądziła, że kiedykolwiek spotka go, a co najważniejsze. Dowie się prawdy.
-Wiem. -Spojrzał na nią. -Przed śmiercią, twój Ojciec poprosił mnie, żebym dbał o ciebie jak dorośniesz. Przyrzekłem, że będę czuwał nad tobą z daleka by nie przysporzyć Ci kłopotów.
-Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć. Była roztrzęsiona. Miała ochotę zabić osobę odpowiedzialną, za śmierć i klęskę jej klanu.
-Sakura, czy to ona zabiła ich? -Jej oczy były przepełnione chęcią zemsty.
-Tak, drogie dziecko. Przykro mi to mówić.
-Jakich?
-Z powodu brata i chce się zemścić.
-Na kim?! -Oburzyła się.
-W swoim życiu wiele zwiedziłem, wędrowałem od wioski do wioski. Aż pewnego razu trafiłem na trochę dłużej do wioski Mgły. Tam poznałem wspaniałego człowieka, był nim Nobu Mahuriki. -Posmutniał teatralnie, zauważył jak mięśnie dziewczyny spinają się a na twarzy pojawia się zdziwienie. Więc kontynuował. -Wraz z Nobu wyruszaliśmy na różne misje, staliśmy się przyjaciółmi. Jednak pewnego dnia wioska Mgły została zaatakowana przez grupę shinobi z mojej rodzinnej wioski, dowiedzieli się, że tam jestem i chcieli zrobić wszystko by mnie zabić. Walka była zacięta, ja, Nobu i reszta z wioski Mgły przeciw Wiosce liścia, gdzie na czele stała...-Zawhał się. -Sakura.
Jednak nie udało nam się wygrać tej bitwy, ja zostałem poważnie ranny, a reszta została zabita. Cały klan Mahuriki wtedy poległ, gdy chciał bronić swojej wioski.
-Nie możliwe... -Dziewczyna zaciskała pięści. -To nie może być prawda.
-Ev? -Złapał ją za ramie lekko.
-To był mój...-Spojrzała na niego. To wszystko działo się za szybko jak dla niej. Nie sądziła, że kiedykolwiek spotka go, a co najważniejsze. Dowie się prawdy.
-Wiem. -Spojrzał na nią. -Przed śmiercią, twój Ojciec poprosił mnie, żebym dbał o ciebie jak dorośniesz. Przyrzekłem, że będę czuwał nad tobą z daleka by nie przysporzyć Ci kłopotów.
-Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć. Była roztrzęsiona. Miała ochotę zabić osobę odpowiedzialną, za śmierć i klęskę jej klanu.
-Sakura, czy to ona zabiła ich? -Jej oczy były przepełnione chęcią zemsty.
-Tak, drogie dziecko. Przykro mi to mówić.
-Jak mogłam zamieszkać tutaj! W wiosce, która jest za to odpowiedzialna!
-Nie chciałem Ci mówić tego jednak myślę, że jesteś na tyle dorosła by znać prawdę o swojej przeszłości. -Teraz gdy wiesz całą prawdę, chciałbym abyś poszła ze mną. Bym mógł cię trenować, opiekować się tobą. Tak jak obiecałem twojemu ojcu, na łożu śmierci.
-Co z twoją zemstą? -Spojrzała mu w oczy.
-Dokonam ją w swoim czasie, teraz najważniejsza jesteś ty.
-Zrobię to za ciebie. Zabiję ją.
-Oh nie możesz Ev! Będziesz ścigana za to. -Jego wewnętrzny diabeł już zacierał ręce. Wszystko szło w dobrym kierunku.
Była pewna, że nie może ufać już mieszkańcom tej wioski. Więc komu mogła zaufać? Jej wzrok spoczywał na wysokim brunecie. Ochłonęła trochę, wzięła głęboki oddech. -Nie mogę iść z tobą jeszcze nie teraz.
-O Tak! Dziecinko niech to ziarno twego gniewu, rozkwita. -Zaśmiał się w duchu. Wiedział, że dzięki złości obudzi się w niej to co, od lat tkwiło w niej. Zapieczętowane.
-Gdy tylko będziesz potrzebowała mnie, przybędę. Tymczasem muszę się z kimś spotkać. -Pożegnał się i zniknął. Zostawiając dziewczynę samą.
-Niech idzie, i tak wróci. One zawsze wracają.
Blondyn spojrzał na niego tylko kątem oka. -Stary, dobry Sasuke. -Przeszło mu przez myśl. Od zawsze jego przyjaciel traktował, kobiety jak zabawki. Nie podobało mu się to bardzo, zawsze był zimny, olewczy.
-Ty się nigdy nie zmienisz! Ja nie wiem, co ta biedna Sakura w tobie widziała. -Tym razem był bardziej stanowczy niż zawsze. Jego niebieskie tęczówki wpatrywały się w zdziwioną twarz bruneta.
-Co jest? Dlaczego nic nie mówisz?
Brunet wpatrywał się w ciemność, czuł czyjąś obecność. -Sasuke! -Z amoku wyrwał go krzyk chłopaka.
-Durniu jeden, nie jestem głuchy a tym bardziej ślepy. Więc skończ, robić te swoje głupie miny.
-Mógłbyś chociaż reagować, a nie mnie zlewać!
-Muszę iść, pogadamy kiedy indziej. -Brunet zniknął z pola widzenia, i ruszył za dziewczyną, która ich mijała z daleka.
Skakał zwinnie po dachach, aż dotarł to wysokiego budynku, który dobrze znał. Nie bardzo wiedział co go tu przyprowadziło. Z własnej woli nigdy by nie przyszedł tutaj.
Kątem oka dostrzegł kruchą sylwetkę kobiety, która wchodziła do budynku. Brunet wskoczył na wyższy dach, który znajdował się tuż, na przeciwko balkonu od pokoju kunoichi. Nie musiał czekać zbyt długo, by ujrzeć różowe kosmyki włosów i zgrabną sylwetkę dziewczyny. Gdyby ktoś jeszcze parę miesięcy temu, powiedział mu, że dziś będzie obserwował Sakurę z ukrycia, wyśmiał by go. Zawsze była dla niego, tylko irytującą koleżanką z drużyny 7.
***
-Chyba kochanie wrócimy sami do domu. -Gładziła swój brzuszek dłonią.
Dziewczyna od południa czekała na Naruto, który zarzekał się, że przyjdzie po nią.
-Eh, nie ma co czkać na tatusia. -Wstała powoli i wyszła z sali, kierując się w stronę recepcji. -Dobry wieczór! -Uśmiechnęła się promiennie starsza kobieta, siedząca za biurkiem.
-Przyszłam po wypis, Sakura wspominała?
-Już sprawdzam. -Kobieta spojrzała na papiery zostawione przez Sakurę. -Ah tak, wypis panienki Hinaty. Zgadza się wszystko. -Wręczyła jej kartkę formatu A4.
-Dziękuję. -Uśmiechnęła się promiennie, jak to miała w zwyczaju i wyszła. Na zewnątrz było już ciemno i nieco chłodno. Nie lubiła sama wracać wieczorami, nigdy nie wiadomo na kogo można trafić.
Starała się iść w miarę oświetlonymi uliczkami, gdzie latarnie oświetlały największą powierzchnię. Prawą dłoń ciągle trzymała na swoim brzuchu, od czasu do czasu gładząc go.
-Gdzie cię znowu wywiało? -Powtarzała w myślach, zastanawiając się co, było na tyle ważne by zapomnieć o swojej kobiecie.
Na szczęście mieszkanie Naruto, w którym od pewnego czasu mieszkała wraz z nim. Nie znajdowało się daleko. Około 15 minut drogi na pieszo. Najkrótsza droga prowadziła przez jedną z najciemniejszych uliczek miasta.
Z oddali było słychać jakieś szepty i kroki, miała nadzieję, że spotka po drodze blondyna.
-Hej panienko! -Usłyszała przed sobą bełkot, jej wzrok jeszcze nie zdążył przyzwyczaić się do panującego mroku, w tej alejce.
-Tył w zwrot i już cię nie ma! -Powtórzyła sobie z trzy razy w myślach, po czym szybko się cofnęła. -Poczekaj kwiatuszku! -Pijany mężczyzna nie dawał za wygraną, chwiejnym krokiem poszedł za nią.
Biało-oka przyśpieszyła kroku, na jej rękach pojawiła się gęsia skórka. Pierwszy raz bała się na prawdę. Poczuła na ramieniu silny uścisk, mężczyzna odwrócił ją w swoją stronę. W mgnieniu oka przycisnął ją do ściany. Dziewczyna nie zdążyła, jeszcze odzyskać na tyle siły, by użyć swojej czakry i wysłać tego bezczelnego, typa na kosmos!
-Ty wiesz kim ja jestem?! -Wrzasnęła wściekła. Jej nerwy sięgały zenitu.
-Moją nową zabaweczką, na dzisiejszą noc? -Ręką jeździł po jej ciele.
-Moją kobietą! -Powiedział stanowczo lisek, pojawiając się na nimi, jego prawa ręka zacisnęła się w pięść. Nie minęła chwila, a facet już leżał parę metrów dalej.
-Tknij ją jeszcze raz, a obiecuję, że Cię zabije! -Odwrócił się w stronę Hinaty. -Jak mogłaś wyjść ze szpitala beze mnie?! -Oburzył się.
-Miałam tam siedzieć do rana? Trzy godziny na ciebie czekałam, teraz minęła kolejna!
-Przepraszam...-Westchnął i przytulił ją do siebie. -Nie wybaczył bym sobie, gdyby coś Ci się stało. Rozmowa z Sasuke, trochę się przeciągnęła. To się więcej nie powtórzy. -Ucałował ją w czoło i wraz z nią ruszył w stronę posiadłości Uzumaki.
***
Ev, po powrocie do domu rozsiadła się w salonie. Postanowiła poczekać na Sasuke.
Spóźniał się już z dobrą godzinę. -No dalej! -Warknęła w myślach zła.
Dźwięk otwieranych drzwi, poderwał ją na równe nogi. Spokojnym, lecz stanowczym krokiem wyszła do przedpokoju. Zaskoczona mina bruneta, rozbawiła ją.
-Wiesz, która godzina? -Złożyła ręce na klatce, wyglądała teraz, jak wściekła żona czekająca na swojego męża.
-Już dawno po 22, czyżbym miał kłopoty proszę pani?
-Wieczorynka już dawno się skończyła, a ty od tak spacerujesz sobie po wiosce o tej godzinie? Gdzieś ty był? -Westchnęła, miała co do niego wielkie plany. Jednak musiała zachowywać się jak wcześniej.
Brunet wyminął ją i ściągnął z siebie przepoconą koszulę, rzucając ją zwinnie na krzesło stojące w kuchni. -Z Naruto, a później poszedłem na spacer.
-Sam? -Ciągnęła.
-Tak. Koniec już tego śledztwa, pani detektyw? Co cię ugryzło? -Przyjrzał się jej.
-Nie ważne. -Poszła do swojego pokoju, zostawiając bruneta samego.
-Wkurzają mnie te twoje humorki! -Krzyknął za nią. Oparł się ciałem o zimną ścianę i westchnął. W głowie miał obraz zamyślonej koleżanki. Jej różowe włosy, mokre od wody przylepione do jej słodkiej buźki.
Był ciekaw o czym ciągle rozmyślała. Czy nadal widziała w nim to samo, co sprzed ponad kilku lat?
____________________________________________________________
Witajcie kochani! Wreszcie udało mi się, skończyć ten rozdział. Miałam go dodać już w weekend, jednak awaria i brak internetu, zmusiły mnie do czekania. Długością faktycznie nie powala, jednak musicie mi to wybaczyć. W głowie ostatnio mam mnóstwo pomysłów na nową notkę (Nie ma ona nic wspólnego z tym opowiadaniem) Ostatnio wzięłam się za pisanie partówki. (Nie w moim stylu coś wgl O.O) Pewna książka strasznie mnie zainspirowała. Jednak informacje o tym w dalszych notkach. Buziaki kochani! Zachęcam do komentowania! ^w^
-Nie chciałem Ci mówić tego jednak myślę, że jesteś na tyle dorosła by znać prawdę o swojej przeszłości. -Teraz gdy wiesz całą prawdę, chciałbym abyś poszła ze mną. Bym mógł cię trenować, opiekować się tobą. Tak jak obiecałem twojemu ojcu, na łożu śmierci.
-Co z twoją zemstą? -Spojrzała mu w oczy.
-Dokonam ją w swoim czasie, teraz najważniejsza jesteś ty.
-Zrobię to za ciebie. Zabiję ją.
-Oh nie możesz Ev! Będziesz ścigana za to. -Jego wewnętrzny diabeł już zacierał ręce. Wszystko szło w dobrym kierunku.
Była pewna, że nie może ufać już mieszkańcom tej wioski. Więc komu mogła zaufać? Jej wzrok spoczywał na wysokim brunecie. Ochłonęła trochę, wzięła głęboki oddech. -Nie mogę iść z tobą jeszcze nie teraz.
-O Tak! Dziecinko niech to ziarno twego gniewu, rozkwita. -Zaśmiał się w duchu. Wiedział, że dzięki złości obudzi się w niej to co, od lat tkwiło w niej. Zapieczętowane.
-Gdy tylko będziesz potrzebowała mnie, przybędę. Tymczasem muszę się z kimś spotkać. -Pożegnał się i zniknął. Zostawiając dziewczynę samą.
***
-Widzisz! Uciekła od ciebie! -Naruto nie krył swojego oburzenia. -Niech idzie, i tak wróci. One zawsze wracają.
Blondyn spojrzał na niego tylko kątem oka. -Stary, dobry Sasuke. -Przeszło mu przez myśl. Od zawsze jego przyjaciel traktował, kobiety jak zabawki. Nie podobało mu się to bardzo, zawsze był zimny, olewczy.
-Ty się nigdy nie zmienisz! Ja nie wiem, co ta biedna Sakura w tobie widziała. -Tym razem był bardziej stanowczy niż zawsze. Jego niebieskie tęczówki wpatrywały się w zdziwioną twarz bruneta.
-Co jest? Dlaczego nic nie mówisz?
Brunet wpatrywał się w ciemność, czuł czyjąś obecność. -Sasuke! -Z amoku wyrwał go krzyk chłopaka.
-Durniu jeden, nie jestem głuchy a tym bardziej ślepy. Więc skończ, robić te swoje głupie miny.
-Mógłbyś chociaż reagować, a nie mnie zlewać!
-Muszę iść, pogadamy kiedy indziej. -Brunet zniknął z pola widzenia, i ruszył za dziewczyną, która ich mijała z daleka.
Skakał zwinnie po dachach, aż dotarł to wysokiego budynku, który dobrze znał. Nie bardzo wiedział co go tu przyprowadziło. Z własnej woli nigdy by nie przyszedł tutaj.
Kątem oka dostrzegł kruchą sylwetkę kobiety, która wchodziła do budynku. Brunet wskoczył na wyższy dach, który znajdował się tuż, na przeciwko balkonu od pokoju kunoichi. Nie musiał czekać zbyt długo, by ujrzeć różowe kosmyki włosów i zgrabną sylwetkę dziewczyny. Gdyby ktoś jeszcze parę miesięcy temu, powiedział mu, że dziś będzie obserwował Sakurę z ukrycia, wyśmiał by go. Zawsze była dla niego, tylko irytującą koleżanką z drużyny 7.
***
-Chyba kochanie wrócimy sami do domu. -Gładziła swój brzuszek dłonią.
Dziewczyna od południa czekała na Naruto, który zarzekał się, że przyjdzie po nią.
-Eh, nie ma co czkać na tatusia. -Wstała powoli i wyszła z sali, kierując się w stronę recepcji. -Dobry wieczór! -Uśmiechnęła się promiennie starsza kobieta, siedząca za biurkiem.
-Przyszłam po wypis, Sakura wspominała?
-Już sprawdzam. -Kobieta spojrzała na papiery zostawione przez Sakurę. -Ah tak, wypis panienki Hinaty. Zgadza się wszystko. -Wręczyła jej kartkę formatu A4.
-Dziękuję. -Uśmiechnęła się promiennie, jak to miała w zwyczaju i wyszła. Na zewnątrz było już ciemno i nieco chłodno. Nie lubiła sama wracać wieczorami, nigdy nie wiadomo na kogo można trafić.
Starała się iść w miarę oświetlonymi uliczkami, gdzie latarnie oświetlały największą powierzchnię. Prawą dłoń ciągle trzymała na swoim brzuchu, od czasu do czasu gładząc go.
-Gdzie cię znowu wywiało? -Powtarzała w myślach, zastanawiając się co, było na tyle ważne by zapomnieć o swojej kobiecie.
Na szczęście mieszkanie Naruto, w którym od pewnego czasu mieszkała wraz z nim. Nie znajdowało się daleko. Około 15 minut drogi na pieszo. Najkrótsza droga prowadziła przez jedną z najciemniejszych uliczek miasta.
Z oddali było słychać jakieś szepty i kroki, miała nadzieję, że spotka po drodze blondyna.
-Hej panienko! -Usłyszała przed sobą bełkot, jej wzrok jeszcze nie zdążył przyzwyczaić się do panującego mroku, w tej alejce.
-Tył w zwrot i już cię nie ma! -Powtórzyła sobie z trzy razy w myślach, po czym szybko się cofnęła. -Poczekaj kwiatuszku! -Pijany mężczyzna nie dawał za wygraną, chwiejnym krokiem poszedł za nią.
Biało-oka przyśpieszyła kroku, na jej rękach pojawiła się gęsia skórka. Pierwszy raz bała się na prawdę. Poczuła na ramieniu silny uścisk, mężczyzna odwrócił ją w swoją stronę. W mgnieniu oka przycisnął ją do ściany. Dziewczyna nie zdążyła, jeszcze odzyskać na tyle siły, by użyć swojej czakry i wysłać tego bezczelnego, typa na kosmos!
-Ty wiesz kim ja jestem?! -Wrzasnęła wściekła. Jej nerwy sięgały zenitu.
-Moją nową zabaweczką, na dzisiejszą noc? -Ręką jeździł po jej ciele.
-Moją kobietą! -Powiedział stanowczo lisek, pojawiając się na nimi, jego prawa ręka zacisnęła się w pięść. Nie minęła chwila, a facet już leżał parę metrów dalej.
-Tknij ją jeszcze raz, a obiecuję, że Cię zabije! -Odwrócił się w stronę Hinaty. -Jak mogłaś wyjść ze szpitala beze mnie?! -Oburzył się.
-Miałam tam siedzieć do rana? Trzy godziny na ciebie czekałam, teraz minęła kolejna!
-Przepraszam...-Westchnął i przytulił ją do siebie. -Nie wybaczył bym sobie, gdyby coś Ci się stało. Rozmowa z Sasuke, trochę się przeciągnęła. To się więcej nie powtórzy. -Ucałował ją w czoło i wraz z nią ruszył w stronę posiadłości Uzumaki.
***
Ev, po powrocie do domu rozsiadła się w salonie. Postanowiła poczekać na Sasuke.
Spóźniał się już z dobrą godzinę. -No dalej! -Warknęła w myślach zła.
Dźwięk otwieranych drzwi, poderwał ją na równe nogi. Spokojnym, lecz stanowczym krokiem wyszła do przedpokoju. Zaskoczona mina bruneta, rozbawiła ją.
-Wiesz, która godzina? -Złożyła ręce na klatce, wyglądała teraz, jak wściekła żona czekająca na swojego męża.
-Już dawno po 22, czyżbym miał kłopoty proszę pani?
-Wieczorynka już dawno się skończyła, a ty od tak spacerujesz sobie po wiosce o tej godzinie? Gdzieś ty był? -Westchnęła, miała co do niego wielkie plany. Jednak musiała zachowywać się jak wcześniej.
Brunet wyminął ją i ściągnął z siebie przepoconą koszulę, rzucając ją zwinnie na krzesło stojące w kuchni. -Z Naruto, a później poszedłem na spacer.
-Sam? -Ciągnęła.
-Tak. Koniec już tego śledztwa, pani detektyw? Co cię ugryzło? -Przyjrzał się jej.
-Nie ważne. -Poszła do swojego pokoju, zostawiając bruneta samego.
-Wkurzają mnie te twoje humorki! -Krzyknął za nią. Oparł się ciałem o zimną ścianę i westchnął. W głowie miał obraz zamyślonej koleżanki. Jej różowe włosy, mokre od wody przylepione do jej słodkiej buźki.
Był ciekaw o czym ciągle rozmyślała. Czy nadal widziała w nim to samo, co sprzed ponad kilku lat?
____________________________________________________________
Witajcie kochani! Wreszcie udało mi się, skończyć ten rozdział. Miałam go dodać już w weekend, jednak awaria i brak internetu, zmusiły mnie do czekania. Długością faktycznie nie powala, jednak musicie mi to wybaczyć. W głowie ostatnio mam mnóstwo pomysłów na nową notkę (Nie ma ona nic wspólnego z tym opowiadaniem) Ostatnio wzięłam się za pisanie partówki. (Nie w moim stylu coś wgl O.O) Pewna książka strasznie mnie zainspirowała. Jednak informacje o tym w dalszych notkach. Buziaki kochani! Zachęcam do komentowania! ^w^
niedziela, 17 lipca 2016
Rozdział 17.
Witajcie kochani, a więc od czego by tu zacząć? Bardzo długo
zastanawiałam się nad powrotem na bloga. Długo już nic nie dodawałam
przez brak weny, czasu i sporo nauki, teraz gdy są wakacje postanowiłam
usiąść i postarać się coś napisać, nie do końca jestem pewna czy uda mi
się doprowadzić to opowiadanie do końca, ale jak to mówią, kto nie
ryzykuje ten nie pije szampana. Tak więc moi kochani, nie wiem czy
jeszcze ktoś tu zagląda, ale witam was z nowym rozdziałem. Buziaki!
Z każdym oddechem jej puls przyśpieszał, nie było to spowodowane wypiciem, dużej ilości trunku lecz tym co się działo w jej umyśle. Ciemność, która panowała wokół niej była przerażająca, wzrok zielonookiej wbity był w głąb ciemnego korytarzu, wilgotne powietrze oraz smród stęchlizny rozprzestrzeniał się wszędzie. -Ktoś tu jest? -Zawołała niepewnie. Jej drżące ręce, ze strachu powoli dotykały koniuszkami palców, wilgotnych ścian. Stanowczym krokiem szła powoli przed siebie. Jej oczy z każdą minutą, przyzwyczajały się do mroku panującego tutaj. Nagle poczuła na nodze dotyk obślizgłego robaka, tak przynajmniej myślała. -Cholera! -Pisnęła.
Przed nią pojawiło się małe światełko, które świadczyło, że wreszcie wyjdzie z tej ciemności. Powoli szła do przodu, stawiając teraz nie pewnie kroki, jakby bała się, że za chwilę coś ją zaatakuje. Przełknęła głośno ślinę, gdy tylko minęła wyjście z tunelu ujrzała ciemną postać, stojącą do niej tyłem. Poczuła przyjemne uczucie w sercu, ciepło, które dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Tylko dlaczego?
-Ekhm. -Starała się zwróć na siebie uwagę nieznajomego. Lecz na marne. Rozejrzała się dookoła, zauważyła, że była teraz w jakimś pokoju, ściany były koloru niebieskiego, meble ciemne a na ścianach widniały jakieś obrazy. W kącie ujrzała miecz a obok niego wielkiego węża. Nie spodobało jej się to.
Nagły ruch. Tajemnicza postać zniknęła. -Co jest? -Napięła wszystkie mięśnie, wzrokiem szukała go po pokoju. Poczuła na ramieniu dotyk dłoni. -Czemu się boisz? -Usłyszała szept przy uchu, jego głos był taki przyjemny, jak aksamit. -A więc? -Powtórzył. Jego ciepły oddech drażnił jej szyję. Jego dłonie błądziły po jej ramionach. Dziewczyna stała nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa, czuła w głębi serca, że gdzieś już słyszała ten głos. Lecz nie potrafiła go rozpoznać. -Sakuro? -Rozszerzyła oczy.
W jej głowie pojawiło się tysiąc pytań. -On mnie zna? Kim on jest? Co ja tu wgl robię?
Otrząsnęła się z tego amoku gdy poczuła narastające bicie serca i przyśpieszający puls. A to wszystko było spowodowane tym, że był niebezpiecznie blisko niej. -Kim jesteś? Czy ja cię znam? -Wydusiła ledwo, tak cichutko, że ledwo usłyszał.
-Na prawdę mnie nie pamiętasz? -Zawinął sobie jej niesforne, pasmo włosów wokół palców, czekając na jej odpowiedź.
Mruknęła tylko coś pod nosem, co sprawiło, że brunet uśmiechnął się delikatnie.
-Jesteś nie dobrą dziewczynką, sprawiasz, że me serce rozpada się na tysiąc kawałków. Oh, Sakuro, jak możesz nie pamiętać, mego głosu, mego dotyku. Nie czujesz niczego? Serce Ci nie podpowiada kim mogę być? Pomyśl. -Szepnął, jego nos wodził po jej szyi. Próbowała przypomnieć sobie cokolwiek, jednak to na nic. Czuła ciepło w sercu jednak nadal nie potrafiła odpowiedzieć sobie na jego pytania. Był jeden sposób, żeby dowiedzieć się tego, wzięła głęboki oddech. Jednym, zwinnym ruchem próbowała się obrócić i wtedy usłyszała trzask...
Powolnym acz stanowczym krokiem po domu dziewczyny, kroczył kruczowłosy blondyn. Jego niebieskie oczy skierowane były na pustą butelkę na podłodze. -Znowu?
Lekko zdziwiony otrząsnął się i wszedł do sypialni zielonookiej kruszyny. Jego oczom ukazała się drobniutka postać lekko wystająca z pod koca, jej różowe włosy były porozrzucane po całej poduszce. Jej blada twarz ukazywała grymas nie zadowolenia. Mówiła coś przez sen, chociaż bardziej przypominało to bełkot pijanego starucha. -Sakura? -Podszedł do niej i lekko ją szturchnął, chcąc ją zbudzić. Na marne.
-Ile ty tego wypiłaś? -Przeczesał swoją bujną czuprynę.
Sięgnął lewą ręką budzik leżący przy nocnym stoliku, koło jej łózka. -Skoro nie chcesz budzić się w milszy sposób, to nie dajesz mi wyboru kochanie. -Uśmiechnął się chytrze. Lisek jednym zwinnym ruchem rozbił budzik o ścianę tworząc przy tym ogromny hałas, który jak się spodziewał podziałał na Sakurę.
Ledwo powstrzymał się od śmiechu gdy zobaczył przerażoną minę dziewczyny. -Wszystko w porządku?-Uklęknął przy niej. Dziewczyna patrzyła pustym wzrokiem przed siebie. -Było tak blisko..
-O czym ty mówisz?Sakura?
-Jeszcze chwila i..-Spojrzała na niego. -N-nie ważne w sumie. Co ty tu robisz?
Spodziewał się wybuchu gniewu z jej strony, obitego ryja albo chociaż opierdzielu z jej strony, ale nie tego! -Zaskoczony uważnie przyglądał się dziewczynie. -Dobrze się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej.
Miał racje, była cała blada i wyglądała jakby zobaczyła ducha. -Wszystko ok, źle się czuje, nic więcej. Więc co Cie tu sprowadza Naruto?
-Ah, tak! Nie zapomniałaś o czymś, albo o kimś? -Oburzył się.
-Zapomniałam? -Uniosła brwi ku górze. -Hm, nie wydaje mi się?
-Hinata, moje dziecko? Coś ci to mówi?
-Cholera! Miałam badanie przeprowadzić. -Wstała gwałtownie i pobiegła w stronę łazienki, spojrzała na zegarek kątem oka, było grubo po 10!
-Będę u siebie, mam parę spraw do załatwienia jeszcze. -Krzyknął za nią.
-Jak się to mogło stać? -Wzięła szybki prysznic i ubrała się. Przecież nigdy jeszcze nie zdarzyło się jej doprowadzić do takiego stanu, a co dopiero zaspać do pracy. W drodze do szpitala, jej wszystkie myśli krążyły, wokół nieznajomego. Ten głos...jego dotyk, ciepło, które czuła. To wszystko wydawało się jej, bardzo znajome. Jednak z drugiej strony nie.
-Co to było? -Potarła twarz dłonią.
-Jak się czuje przyszła mama? Wybacz moje spóźnienie. -Uśmiechnęła się Sakura, wchodząc do pokoju.
-Tak się cieszę, że cie widzę! Nawet nie wiesz jak denerwuje mnie leżenie tutaj!
-Uuuh, ktoś tu ma humorki. -Zaśmiała się. -Spokojnie, już dziś myślę, że będziesz mogla iść do domu. Jak na razie wszystko jest w porządku. Na twarzy przyjaciółki ujrzała szczery uśmiech podziękowania.
-Wiesz może gdzie jest teraz Naruto?
-Z tego co mówił, to miał iść na polane poszukać Sasuke. Mam nadzieję, że Naruto nie zdenerwował Cię od samego rana? -Zaśmiała się przypominając sobie roztrzepanego blondyna, krzyczącego, że ściągnie Sakurę za nogę z łóżka. -Sakura?
-Co? A nie, wszystko ok. Wybacz muszę iść jeszcze do Tsunade, przyjdę do ciebie później. -Wyszła za nim białooka zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.
Szybko pobiegła do swojego gabinetu, zamknęła drzwi za sobą i usiadła pod drzwiami. -Może to tylko dziwny sen? Koszmar? Albo jakieś jutsu? Aaa! Mam tego dosyć. Sakura opanuj się! -Oparła głowę o drzwi. Głośne westchnienie wydobyło się z jej krtani.
Brunet stojąc na środku polany z dźwięcznym sykiem dobył miecz z pochwy, rękojeść miecza trzymał w stalowym uścisku. Poprawił włosy i z chytrym uśmiechem patrzył na swojego przeciwnika. Który z wściekłością w oczach biegł ku niemu.
Szybkim ruchem wykonał wypad do przodu, Finta potem Dexter. Na skórze przeciwnika pozostawił szkarłatne ślady. -To już wszystko? -Zaśmiał się głośno patrząc jak ciężko oddycha.
-Kpisz Uchiha?!
-Mając na uwadze moje delikatne świeżo ostrzone ostrze, myślę, że to kwestia czasu aż padniesz z sił.
Druga opcja to, że dokończę co zacząłem. Mogę przeciąć jednym ruchem twoją tętnicę szyjną, podciąć twoje ścięgna i obserwować jak wykrwawiasz się, obserwować jak twoja krew wylewa się w rytm ustającego bicia serca. Chce widzieć jak patrzysz na mnie, chce widzieć twoje cierpienie, przenikający ból, rozdzierający całe twoje ciało.
Ofiara zaśmiała się w twarz brunetowi. -Chcesz mnie zabić? Myślę, że nie wyjdziesz z tego cało. Odwróć się.
Sasuke kątem oka dostrzegł zbliżających się przeciwników. Nie okazał litość wbijając miecz w jego serce i zajął się resztą. Opuścił się nisko na nogach, unikając tym samym ciosu od nieznajomego. Szybkim ruchem wbił ostrze w jego nogę, poczuł jak kości kruszą się pod naporem ostrza.
Odskakuję, kolejny unik, kontrwypad, i kolejne cięcie. -Kolejny z głowy. -Pomyślał.
Nagle znika i zeskakuję z góry niczym jastrząb, spadający z przestworzy na bezbronnego, niczego nie spodziewającego się królika, który właśnie wyszedł z nory pożywić się trawą, uniósł swój miecz, na runicznym ostrzu, której połyskiwały symbole nieznanego znaczenia, uniósł go do góry, żeby uderzyć pionowo i odesłać kolejnego na spotkanie bogów. -Koniec zabawy, panowie. -Spojrzał na ciała leżące wokół niego, trawa pod nimi nasiąkała ich krwią. Jego oczom ukazała się kropla krwi ściekająca po zbroczu miecza.
-Wiesz, czasami zachowujesz się jak psychopata. -Usłyszał za sobą kobiecy głos.
-Może nim jestem Ev? -Spojrzał na kobietę.
-Gdyby rzeczywiście tak było, już dawno bym cię zabiła podczas snu.
-Skromna jesteś.
-I niebezpieczna, miej się na baczności. -Obydwoje zaczęli się śmiać.
-To co z naszym treningiem?
-Właśnie go miałeś, nie za mało Ci?
-Ja owszem ty nie. -Chytry uśmiech pojawił się na jego twarzy. -To nie wróży nic dobrego. -Przeszło jej przez myśl, jednak nie opuszczała gardy w dalszym ciągu.
-Na prawdę chcesz zmierzyć się ze mną? Chcesz poczuć jak to jest, gdy czujesz jak ciało odmawia posłuszeństwa, wydać ostatnie tchnienie? Jeśli chcesz połączyć się z duchami przodków, to bardzo chętnie Ci w tym pomogę. -Błysk w jej oczach zaciekawił bruneta.
-Mów dalej, proszę.
-Twoja krew będzie tryskać strumieniami, z każdym ciosem będę pozostawiać za sobą pióropusze z kropelek krwi. Najpierw Sinistra potem Bastllera i leżysz kolego. -Zaśmiała się niebezpiecznie. -Będziesz zaślepiony bólem, będziesz czuł jakby mięśnie odrywały się od kości.
-Wiesz co w tobie lubię najbardziej? To, że jesteś tak samo psychiczna jak ja. Myślę, że byłabyś idealną aktorką grającą w horrorach. Ale w praktyce nigdy by Ci się to nie udało. Nie zapominaj kto gra tu ostatnie skrzypce moja droga. Tak, to ja zadaje ten ostateczny cios, po którym już nikt nie wstaje.
-Jesteś zbyt pewny siebie. -Prychnęła.
-A ty bujasz w obłokach.
-Kwestia czasu a będziesz mnie przepraszał. -O tak! Uchiha nie myśl sobie, że się Ciebie boję, phi. Najgłośniej szczekasz ze wszystkich, a w rezultacie będziesz mnie przepraszał, gdy to ja będę stała nad tobą, i patrzyła w twoje czarne, przerażone źrenice.
-Idziesz? -Jej rozmyślenia przerwał brunet.
____________________________________________________________________________Wyjaśnienie * !
Finta-manewr polegający na zmyleniu przeciwnika ostrzem, oraz wprowadzeniu wypadu/cięcia z innej, niespodziewanej strony.Bastllera - bardzo szerokie cięcie, można powiedzieć: ostateczne. Zadaje się go wybijając ostrze z biodra, okręcając się w biodrach, i zadając śmiertelne cięcie z góry.Sinistra- poziome cięcie, kontrolowane i dokładnie wymierzone. Może być też pół sinistry: krótszy cios, zwykle używany do finty.Dexter - wyrzut miecza na całą długość ręki, szeroki poziomy cios, który całkowicie odsłania zadającego go człowieka. Łatwo go wyminąć i skontrować.
A wiec kochani mam nadzieję, że chodź trochę podobał się rozdział, krótki jest ze względu na to by was trochę bardziej zaciekawić i utrzymać w niepewności, po tak długiej przerwie. Z czasem będą one dłuższe, jednak muszę na nowo wczuć się. Do następnego rozdziału, który pojawi się niebawem, pozdrawiam, buziaki kochani! ;*
Z każdym oddechem jej puls przyśpieszał, nie było to spowodowane wypiciem, dużej ilości trunku lecz tym co się działo w jej umyśle. Ciemność, która panowała wokół niej była przerażająca, wzrok zielonookiej wbity był w głąb ciemnego korytarzu, wilgotne powietrze oraz smród stęchlizny rozprzestrzeniał się wszędzie. -Ktoś tu jest? -Zawołała niepewnie. Jej drżące ręce, ze strachu powoli dotykały koniuszkami palców, wilgotnych ścian. Stanowczym krokiem szła powoli przed siebie. Jej oczy z każdą minutą, przyzwyczajały się do mroku panującego tutaj. Nagle poczuła na nodze dotyk obślizgłego robaka, tak przynajmniej myślała. -Cholera! -Pisnęła.
Przed nią pojawiło się małe światełko, które świadczyło, że wreszcie wyjdzie z tej ciemności. Powoli szła do przodu, stawiając teraz nie pewnie kroki, jakby bała się, że za chwilę coś ją zaatakuje. Przełknęła głośno ślinę, gdy tylko minęła wyjście z tunelu ujrzała ciemną postać, stojącą do niej tyłem. Poczuła przyjemne uczucie w sercu, ciepło, które dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Tylko dlaczego?
-Ekhm. -Starała się zwróć na siebie uwagę nieznajomego. Lecz na marne. Rozejrzała się dookoła, zauważyła, że była teraz w jakimś pokoju, ściany były koloru niebieskiego, meble ciemne a na ścianach widniały jakieś obrazy. W kącie ujrzała miecz a obok niego wielkiego węża. Nie spodobało jej się to.
Nagły ruch. Tajemnicza postać zniknęła. -Co jest? -Napięła wszystkie mięśnie, wzrokiem szukała go po pokoju. Poczuła na ramieniu dotyk dłoni. -Czemu się boisz? -Usłyszała szept przy uchu, jego głos był taki przyjemny, jak aksamit. -A więc? -Powtórzył. Jego ciepły oddech drażnił jej szyję. Jego dłonie błądziły po jej ramionach. Dziewczyna stała nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa, czuła w głębi serca, że gdzieś już słyszała ten głos. Lecz nie potrafiła go rozpoznać. -Sakuro? -Rozszerzyła oczy.
W jej głowie pojawiło się tysiąc pytań. -On mnie zna? Kim on jest? Co ja tu wgl robię?
Otrząsnęła się z tego amoku gdy poczuła narastające bicie serca i przyśpieszający puls. A to wszystko było spowodowane tym, że był niebezpiecznie blisko niej. -Kim jesteś? Czy ja cię znam? -Wydusiła ledwo, tak cichutko, że ledwo usłyszał.
-Na prawdę mnie nie pamiętasz? -Zawinął sobie jej niesforne, pasmo włosów wokół palców, czekając na jej odpowiedź.
Mruknęła tylko coś pod nosem, co sprawiło, że brunet uśmiechnął się delikatnie.
-Jesteś nie dobrą dziewczynką, sprawiasz, że me serce rozpada się na tysiąc kawałków. Oh, Sakuro, jak możesz nie pamiętać, mego głosu, mego dotyku. Nie czujesz niczego? Serce Ci nie podpowiada kim mogę być? Pomyśl. -Szepnął, jego nos wodził po jej szyi. Próbowała przypomnieć sobie cokolwiek, jednak to na nic. Czuła ciepło w sercu jednak nadal nie potrafiła odpowiedzieć sobie na jego pytania. Był jeden sposób, żeby dowiedzieć się tego, wzięła głęboki oddech. Jednym, zwinnym ruchem próbowała się obrócić i wtedy usłyszała trzask...
Powolnym acz stanowczym krokiem po domu dziewczyny, kroczył kruczowłosy blondyn. Jego niebieskie oczy skierowane były na pustą butelkę na podłodze. -Znowu?
Lekko zdziwiony otrząsnął się i wszedł do sypialni zielonookiej kruszyny. Jego oczom ukazała się drobniutka postać lekko wystająca z pod koca, jej różowe włosy były porozrzucane po całej poduszce. Jej blada twarz ukazywała grymas nie zadowolenia. Mówiła coś przez sen, chociaż bardziej przypominało to bełkot pijanego starucha. -Sakura? -Podszedł do niej i lekko ją szturchnął, chcąc ją zbudzić. Na marne.
-Ile ty tego wypiłaś? -Przeczesał swoją bujną czuprynę.
Sięgnął lewą ręką budzik leżący przy nocnym stoliku, koło jej łózka. -Skoro nie chcesz budzić się w milszy sposób, to nie dajesz mi wyboru kochanie. -Uśmiechnął się chytrze. Lisek jednym zwinnym ruchem rozbił budzik o ścianę tworząc przy tym ogromny hałas, który jak się spodziewał podziałał na Sakurę.
Ledwo powstrzymał się od śmiechu gdy zobaczył przerażoną minę dziewczyny. -Wszystko w porządku?-Uklęknął przy niej. Dziewczyna patrzyła pustym wzrokiem przed siebie. -Było tak blisko..
-O czym ty mówisz?Sakura?
-Jeszcze chwila i..-Spojrzała na niego. -N-nie ważne w sumie. Co ty tu robisz?
Spodziewał się wybuchu gniewu z jej strony, obitego ryja albo chociaż opierdzielu z jej strony, ale nie tego! -Zaskoczony uważnie przyglądał się dziewczynie. -Dobrze się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej.
Miał racje, była cała blada i wyglądała jakby zobaczyła ducha. -Wszystko ok, źle się czuje, nic więcej. Więc co Cie tu sprowadza Naruto?
-Ah, tak! Nie zapomniałaś o czymś, albo o kimś? -Oburzył się.
-Zapomniałam? -Uniosła brwi ku górze. -Hm, nie wydaje mi się?
-Hinata, moje dziecko? Coś ci to mówi?
-Cholera! Miałam badanie przeprowadzić. -Wstała gwałtownie i pobiegła w stronę łazienki, spojrzała na zegarek kątem oka, było grubo po 10!
-Będę u siebie, mam parę spraw do załatwienia jeszcze. -Krzyknął za nią.
-Jak się to mogło stać? -Wzięła szybki prysznic i ubrała się. Przecież nigdy jeszcze nie zdarzyło się jej doprowadzić do takiego stanu, a co dopiero zaspać do pracy. W drodze do szpitala, jej wszystkie myśli krążyły, wokół nieznajomego. Ten głos...jego dotyk, ciepło, które czuła. To wszystko wydawało się jej, bardzo znajome. Jednak z drugiej strony nie.
-Co to było? -Potarła twarz dłonią.
-Jak się czuje przyszła mama? Wybacz moje spóźnienie. -Uśmiechnęła się Sakura, wchodząc do pokoju.
-Tak się cieszę, że cie widzę! Nawet nie wiesz jak denerwuje mnie leżenie tutaj!
-Uuuh, ktoś tu ma humorki. -Zaśmiała się. -Spokojnie, już dziś myślę, że będziesz mogla iść do domu. Jak na razie wszystko jest w porządku. Na twarzy przyjaciółki ujrzała szczery uśmiech podziękowania.
-Wiesz może gdzie jest teraz Naruto?
-Z tego co mówił, to miał iść na polane poszukać Sasuke. Mam nadzieję, że Naruto nie zdenerwował Cię od samego rana? -Zaśmiała się przypominając sobie roztrzepanego blondyna, krzyczącego, że ściągnie Sakurę za nogę z łóżka. -Sakura?
-Co? A nie, wszystko ok. Wybacz muszę iść jeszcze do Tsunade, przyjdę do ciebie później. -Wyszła za nim białooka zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.
Szybko pobiegła do swojego gabinetu, zamknęła drzwi za sobą i usiadła pod drzwiami. -Może to tylko dziwny sen? Koszmar? Albo jakieś jutsu? Aaa! Mam tego dosyć. Sakura opanuj się! -Oparła głowę o drzwi. Głośne westchnienie wydobyło się z jej krtani.
Brunet stojąc na środku polany z dźwięcznym sykiem dobył miecz z pochwy, rękojeść miecza trzymał w stalowym uścisku. Poprawił włosy i z chytrym uśmiechem patrzył na swojego przeciwnika. Który z wściekłością w oczach biegł ku niemu.
Szybkim ruchem wykonał wypad do przodu, Finta potem Dexter. Na skórze przeciwnika pozostawił szkarłatne ślady. -To już wszystko? -Zaśmiał się głośno patrząc jak ciężko oddycha.
-Kpisz Uchiha?!
-Mając na uwadze moje delikatne świeżo ostrzone ostrze, myślę, że to kwestia czasu aż padniesz z sił.
Druga opcja to, że dokończę co zacząłem. Mogę przeciąć jednym ruchem twoją tętnicę szyjną, podciąć twoje ścięgna i obserwować jak wykrwawiasz się, obserwować jak twoja krew wylewa się w rytm ustającego bicia serca. Chce widzieć jak patrzysz na mnie, chce widzieć twoje cierpienie, przenikający ból, rozdzierający całe twoje ciało.
Ofiara zaśmiała się w twarz brunetowi. -Chcesz mnie zabić? Myślę, że nie wyjdziesz z tego cało. Odwróć się.
Sasuke kątem oka dostrzegł zbliżających się przeciwników. Nie okazał litość wbijając miecz w jego serce i zajął się resztą. Opuścił się nisko na nogach, unikając tym samym ciosu od nieznajomego. Szybkim ruchem wbił ostrze w jego nogę, poczuł jak kości kruszą się pod naporem ostrza.
Odskakuję, kolejny unik, kontrwypad, i kolejne cięcie. -Kolejny z głowy. -Pomyślał.
Nagle znika i zeskakuję z góry niczym jastrząb, spadający z przestworzy na bezbronnego, niczego nie spodziewającego się królika, który właśnie wyszedł z nory pożywić się trawą, uniósł swój miecz, na runicznym ostrzu, której połyskiwały symbole nieznanego znaczenia, uniósł go do góry, żeby uderzyć pionowo i odesłać kolejnego na spotkanie bogów. -Koniec zabawy, panowie. -Spojrzał na ciała leżące wokół niego, trawa pod nimi nasiąkała ich krwią. Jego oczom ukazała się kropla krwi ściekająca po zbroczu miecza.
-Wiesz, czasami zachowujesz się jak psychopata. -Usłyszał za sobą kobiecy głos.
-Może nim jestem Ev? -Spojrzał na kobietę.
-Gdyby rzeczywiście tak było, już dawno bym cię zabiła podczas snu.
-Skromna jesteś.
-I niebezpieczna, miej się na baczności. -Obydwoje zaczęli się śmiać.
-To co z naszym treningiem?
-Właśnie go miałeś, nie za mało Ci?
-Ja owszem ty nie. -Chytry uśmiech pojawił się na jego twarzy. -To nie wróży nic dobrego. -Przeszło jej przez myśl, jednak nie opuszczała gardy w dalszym ciągu.
-Na prawdę chcesz zmierzyć się ze mną? Chcesz poczuć jak to jest, gdy czujesz jak ciało odmawia posłuszeństwa, wydać ostatnie tchnienie? Jeśli chcesz połączyć się z duchami przodków, to bardzo chętnie Ci w tym pomogę. -Błysk w jej oczach zaciekawił bruneta.
-Mów dalej, proszę.
-Twoja krew będzie tryskać strumieniami, z każdym ciosem będę pozostawiać za sobą pióropusze z kropelek krwi. Najpierw Sinistra potem Bastllera i leżysz kolego. -Zaśmiała się niebezpiecznie. -Będziesz zaślepiony bólem, będziesz czuł jakby mięśnie odrywały się od kości.
-Wiesz co w tobie lubię najbardziej? To, że jesteś tak samo psychiczna jak ja. Myślę, że byłabyś idealną aktorką grającą w horrorach. Ale w praktyce nigdy by Ci się to nie udało. Nie zapominaj kto gra tu ostatnie skrzypce moja droga. Tak, to ja zadaje ten ostateczny cios, po którym już nikt nie wstaje.
-Jesteś zbyt pewny siebie. -Prychnęła.
-A ty bujasz w obłokach.
-Kwestia czasu a będziesz mnie przepraszał. -O tak! Uchiha nie myśl sobie, że się Ciebie boję, phi. Najgłośniej szczekasz ze wszystkich, a w rezultacie będziesz mnie przepraszał, gdy to ja będę stała nad tobą, i patrzyła w twoje czarne, przerażone źrenice.
-Idziesz? -Jej rozmyślenia przerwał brunet.
____________________________________________________________________________Wyjaśnienie * !
Finta-manewr polegający na zmyleniu przeciwnika ostrzem, oraz wprowadzeniu wypadu/cięcia z innej, niespodziewanej strony.Bastllera - bardzo szerokie cięcie, można powiedzieć: ostateczne. Zadaje się go wybijając ostrze z biodra, okręcając się w biodrach, i zadając śmiertelne cięcie z góry.Sinistra- poziome cięcie, kontrolowane i dokładnie wymierzone. Może być też pół sinistry: krótszy cios, zwykle używany do finty.Dexter - wyrzut miecza na całą długość ręki, szeroki poziomy cios, który całkowicie odsłania zadającego go człowieka. Łatwo go wyminąć i skontrować.
A wiec kochani mam nadzieję, że chodź trochę podobał się rozdział, krótki jest ze względu na to by was trochę bardziej zaciekawić i utrzymać w niepewności, po tak długiej przerwie. Z czasem będą one dłuższe, jednak muszę na nowo wczuć się. Do następnego rozdziału, który pojawi się niebawem, pozdrawiam, buziaki kochani! ;*
środa, 25 marca 2015
Rozdział 16.
"Nalewam drugą szklankę, żeby nie była pusta. Jak pokój, moje serce i słowa w Twoich ustach."
-Tsunade sama ! -krzyknęła zdezorientowana brunetka.
Tsunade zerwała się natychmiast z krzesła, tym samym powodując chwilowy brak równowagi. Blondynka spojrzała na nią gniewnie. -Co ty do cholery wyprawiasz! Tyle razy ci powtarzałam, że wolę budzić się w bardziej przyjemniejszy sposób! -kobieta westchnęła i poprawiła włosy.-Dobrze, mów o co chodzi.
-Proszę wyjrzeć przez okno. Coś się stało panience Sakurze.
-Stało? -kobieta wyjrzała przez okno, jedyne co zobaczyła to oślepiający ją blask słońca. Przetarła oczy i ponownie spojrzała w tamtym kierunku. Jej oczom ukazała się radosna Sakura sprzed ponad 3 lat. Dziewczyna wyglądała jak anioł, jej różowe, bujne włosy rozwiewał wiatr. A blask słońca oświetlał jej bladą twarz wypełnioną uśmiechem. Jej radosne oczy wpatrywały się w różowo-włosom piękność, która swój wolny czas poświęcała dzieciom z domu dziecka. Odkąd pamięta dziewczyna uwielbiała pomagać tym biednym dzieciom, ale odkąd odeszła przestało być tam tak radośnie i kolorowo. Dzieciaki stamtąd traktowały ją jak swoją "starszą siostrę'' była dla nich wzorem do naśladowania. W ich maleńkich oczach była pierwowzorem.
-Jak miło znowu widzieć ją taką. -uśmiechnęła się blondynka.
-Nie rozumiem, jeszcze wczoraj była wrakiem człowieka, a dziś? Tryska energią. Wygląda jakby odzyskała cząstkę siebie.
Kobieta odwróciła się i spojrzała na Shizune.
-Sakura wczoraj przyszła do mnie. -westchnęła i usiadła przy swoim biurku. Przełożyła papiery na lewą stronę biurka i splotła dłonie. -Użyłam na niej jutsu, które pomogło jej odzyskać wspomnienia..
-Jest jakieś ale prawda?
-Tak, chociaż chciała odzyskać wspomnienia, to również chciała o pewnych zapomnieć. -spojrzała na nią znacząco.
-Sasuke.
-Zgadza się. Nie mogłam jej odmówić, wiem ile kosztowały ją te 2 lata. Jednakże, Sasuke jest w jej życiu od dawna i jej umysł będzie walczył z nią. Co doprowadzi znowu do cierpienia. Ale może zdarzyć się też tak, że nie będzie o nim pamiętała dopóki ja nie przywrócę tych wspomnień.
-Możesz to zrobić?
-Owszem, na razie chcę zobaczyć jaki będzie tego skutek.
-Co zamierzasz? -spojrzała na nią wyczekująco.
-Pozostawię los w ich rękach. -uśmiechnęła się. -Shizune.
-Tak?
-Wyślij proszę Sakurę do szpitala i powiedz, że od dziś chcę aby była ordynatorką na oddziale dziecięcym. -Po wyjściu brunetki, V Hokage odwróciła się na krześle w stronę okna i wpatrywała się w młodą Haruno.
***
Przez niezasłonięte żaluzje do pokoju młodej brunetki wkradły się promienie słoneczne, które padały na jej śliczną twarz. Ev obudziła się i przetarła oczy. Leniwie przekręciła się na drugi bok z nadzieją, że jeszcze uda jej się zasnąć. Na marne nagle usłyszała łomot. Szybko zerwała się z łóżka i zaczęła zbiegać na dół. W salonie zobaczyła pól nagiego bruneta. Dziewczyna zarumieniła się i zakryła
ręką oczy. -Co ty wyprawiasz? -zapytała cicho.
ręką oczy. -Co ty wyprawiasz? -zapytała cicho.
Brunet spojrzał na jej zarumienione policzki i uśmiechnął się.
-Robię śniadanie.
-I do tego potrzebna ci jest katana? -zdziwiła się.
-Trenowałem parę minut temu.
-W domu? -ciągnęła.
-Skąd ten pomysł? -zdziwił się i odłożył katanę na bok, podszedł do krzesła i założył na siebie białą koszulkę, która świetnie leżała na jego umięśnionym torsie.
-Może przez to, że dookoła ciebie są porozbijane wazony? -pokręciła głową. -jak z dzieckiem.
-Dobra masz mnie. -westchnął.
-Tak więc dowiem się dlaczego o godzinie 8 zostałam obudzona?!
-Włamanie było. -warknął.
Dziewczyna uniosła brew ku gorze i podeszła do drzwi. -Włamanie powiadasz, ciekawe. Szkoda tylko, że nie ma żadnych śladów owego włamania. To co weszli kominem?
Czarnooki oparł się o ścianę. -Może pani detektyw odpuści wreszcie?
-Odpuszczę jak mi usmażysz naleśniki. -brunet westchnął i poszedł do kuchni.
-Grzeczny chłopiec- zaśmiała się i poszła za nim.-Sasuke? -usiadła wygodnie na krześle.
- powiedz kim jest Itachi? czarnooki napiął mięśnie tak mocno, że aż były widoczne pod białą bluzką. -Jak on seksownie wygląda. -pomyślała i nagle dodała. -proszę. .
- powiedz kim jest Itachi? czarnooki napiął mięśnie tak mocno, że aż były widoczne pod białą bluzką. -Jak on seksownie wygląda. -pomyślała i nagle dodała. -proszę. .
-Mówiłem już, Itachi to złoczyńca. -powiedział o dziwo spokojnym tonem, co nieco
zdziwiło dziewczynę.
zdziwiło dziewczynę.
-Chciałabym wiedzieć o nim coś więcej. -spojrzała na niego, czekając na wybuch gniewu, który nie nadszedł.
-Ev..rozmawialiśmy już o tym. Im mniej wiesz tym lepiej śpisz. -Podszedł do stołu powolnym acz stanowczym krokiem. -Poza tym i tak nigdy go nie spotkasz na swojej drodze.
-Skąd ta pewność? Co nagle w wróżbitę się bawisz? -pomyślała i westchnęła. -Jej wewnętrzna bogini załamała się.
-Skąd to wiesz?
-Bo on nie żyje. -skłamał. -Przez chwilę ją zamurowało.
-Nie żyje? Ale wczoraj mówiłeś..
-Wczoraj w nocy ktoś go zabił. - spojrzał na nią. -możemy zakończy wreszcie temat o Itachim. Raz na zawsze?
-Rozumiem. -zamilkła i wstała. -Pójdę się przejść.
Brunet westchnął i oparł się o blat, nie chciał jej okłamać ale też nie chciał ją narażać na niebezpieczeństwo. Dobrze wiedział kim jest Ev i skąd pochodzi, wyczuł jej chakre. Dlatego też musi ją chronić, i za wszelką cenę nie może dopuścić by ktokolwiek z zewnątrz się dowiedział kim ona jest.
-Cholera. -warknęła i kopnęła mały kamień, robiła to z każdym nowym postawionym krokiem. Nudziło jej się w tym momencie, a na ten moment była to jedyna w miarę ciekawa zabawa. O ile można to tak nazwać. Czuła jak nadmiar emocji rozsadza jej głowę. - westchnęła.
Szła zatłoczonymi uliczkami miasta, co jakiś czas mijając ganiające się dzieci. Starszych ludzi stojących przy swoich stoiskach, pijaków i innych mieszkańców wioski.
Wpatrywała się w to co dzieję się wokół niej, w wiosce w, której jeszcze parę tygodni temu mieszkała, o tej godzinie zawsze było pusto. Ludzie albo pili w barach, albo wyruszali na misję.
-Tsunade postanowiła, że od dziś będziesz ordynatorką w szpitalu. Na oddziale dziecięcym.
-usłyszała i dostrzegła wysoką brunetkę oraz ją. Piękną, różowo-włosom dziewczynę. Byłą kompankę Sasuke z drużyny 7.
-usłyszała i dostrzegła wysoką brunetkę oraz ją. Piękną, różowo-włosom dziewczynę. Byłą kompankę Sasuke z drużyny 7.
-Naprawdę? -dziewczyna widocznie nie dowierzała w swoje szczęście.
Ev uśmiechnęła się i podeszła do rozmawiających kobiet. -Ohayo, przypadkiem usłyszałam waszą rozmowę i gratuluję Ci Sakura. -uśmiechnęła się promiennie.
-Dziękuję. -spojrzała na brunetkę i odwzajemniła uśmiech. -To Sakuro widzimy się w szpitalu.
-Tak, dziękuję.
Kobieta uśmiechnęła się i odeszła zostawiając je same. -Jak ci się podoba w naszej wiosce?
-zagadała.
-zagadała.
-Jest tu pięknie i o niebo lepiej niż tam gdzie mieszkałam. Tu ludzie nie prowadzą ze sobą codziennie walk. -zaśmiała się.
-Tak to prawda, ale czasami zdarzają się walki szczególnie pomiędzy mną a Naruto.
-zachichotała.
-Tylko, że zazwyczaj kończy się na tym, że to ja zadaje ten pierwszy i ostateczny cios.
-Dziewczyny wybuchły śmiechem, Ev od razu załapała z Sakurą dobry kontakt.
-Może pójdziemy coś zjeść? Umieram z głodu.
-Dziewczyny wybuchły śmiechem, Ev od razu załapała z Sakurą dobry kontakt.
-Może pójdziemy coś zjeść? Umieram z głodu.
-Świetny pomysł, bo ja również. Nie zdążyłam zjeść śniadania w domu. Sasuke nie bardzo nadaje się na kucharza.
-Tuż za rogiem jest świetna budka z ramen. -Sasuke? -pomyślała przez chwilę, nikogo takiego nie kojarzy jednak od razu zapomniała o tej myśli.
***
Blondyn przeczesał swoją bujną czuprynę i oparł się nagimi plecami o drzewo. Ciężko oddychał a pot spływał z jego czoła oraz z jego umięśnionego torsu. Jego klatka piersiowa, unosiła się i upadała w swoim rytmie. -Na dziś chyba wystarczy. -uśmiechnęła się biało-oka i podeszła do niego, podała mu butelkę wody i pocałowała go w policzek.
-Tak, chyba masz rację. -wziął głęboki oddech i spojrzał na swoją ukochaną. Dopiero teraz ujrzał jak pięknie wygląda w błękitnej, zwiewnej sukience. Blondyn przeczesał włosy, brakło mu tchu. -Wyglądasz zjawiskowo. - Zawinął wokół palca niesforny kosmyk jej włosów i delikatnie wsunął go za ucho, po czym ustami musnął kącik jej warg.
-D-dziękuję. -odpowiedziała z lekkimi rumieńcami. Blondyn splótł swoje palce z jej, posyłając dziewczynie jednocześnie, jedno ze swoich najpiękniejszych spojrzeń.
-Wiesz chciałam z tobą porozmawiać.
-Wiesz chciałam z tobą porozmawiać.
-Ja też. -przerwał jej i ujął jej podbródek. Przeszedł po niej dreszcz, który został spowodowany jego dotykiem.
-W takim razie mów pierwszy. -uśmiechnęła się i zatopiła się w jego pięknych
niebieskich oczach.
niebieskich oczach.
-Chcę abyś zamieszkała u mnie. -pocałował ją czule. Nie spodziewała się tego jednak ucieszyła się. -Jesteśmy ze sobą i chcę cię mieć obok siebie. Chcę każdego ranka budzić się przy tobie i zasypiać tak jak tamtego dnia, gdy po odejściu Sakury pocieszałaś mnie.
Hinata zarumieniła się i przypomniała sobie tamtą noc, to właśnie wtedy zaczął się ten cudowny czas. Naruto pogłaskał ją delikatnie po policzku. -A ty co chciałaś mi powiedzieć?
-J-ja? No bo widzisz ja jestem..-Nie dokończyła bo przerwał jej donośny krzyk Kiby.
-Naruto !
-Wrócimy do tego później. -Uśmiechnął się do niej, jednak nie był zadowolony z faktu, że ktoś im przerywa ważną rozmowę. -pocałował ją i odwrócił się w stronę przyjaciela. -Co jest?
-Musimy pogadać. - Chłopak podszedł do bruneta i oby dwoje zniknęli.
Dziewczyna westchnęła. -Porozmawiamy później. -pokręciła głową i pogłaskała swój brzuszek, który był już w miarę duży. -Poczuła uścisk w żołądku. -Chyba ktoś tu zgłodniał. -zachichotała lekko i ruszyła w stronę miasta. -Twój tatuś ma dużo spraw na głowie, ale nie bój się skarbie powiem mu o tobie. -uśmiechała się.
Gdy tylko wyszła na jedną z zatłoczonych uliczek Konohy, poczuła się nieco gorzej. Nagle zabrakło jej tchu i zakręciło jej się w głowie. Wokół ludzie przeciskali się koło niej co powodowało jeszcze większe zawroty głowy. Hinata wzięła głęboki wdech i ruszyła do przodu, z daleka ujrzała różowe kosmyki włosów. -Sakura!-krzyknęła, ale na marne w tym tłumie nikomu raczej nie udało by się usłyszeć jej cichego krzyku. W jednym momencie wydawało jej się jakby wszystko przyśpieszyło, nie tylko jej puls ale i wszystko dookoła, przed oczami zrobiło jej się ciemno, a ciało powoli osunęło się na ziemie. Usłyszała tylko krzyk jakieś kobiety, nie jakieś tylko właśnie Sakury, która krzyczała do niej. -Hinata! Ocknij się!
Nie minęło dużo czasu, a dziewczyna już leżała w szpitalu podłączona do wielu aparatur, które kontrolowały jej stan. Sakura ubrana w fartuch lekarski czuwała nad przyjaciółką. -Wystraszyłaś mnie. Ale mimo wszystko cieszę się i jestem z ciebie dumna.-złapała ją za dłoń.
Z korytarza było słychać jakieś krzyki, dziewczyna otarła łzę szczęścia i wyszła z sali.
-Puść mnie Kiba do cholery! Ja muszę tam wejść! -blondyn krzyczał i wyrywał się.
-Naruto uspokój się. -powiedziała łagodnie. Chłopak jednak cały czas próbował się wyswobodzić, co nie przyniosło żadnego skutku. Sakura zignorowała ciekawskie spojrzenia innych pacjentów, którzy uznali, że ta sytuacja jest bardzo ciekawym zjawiskiem, i nie mając innego zajęcia, zaczęli się przyglądać.
-Naruto wejdziesz tam pod warunkiem, że się uspokoisz.
Minęło kilka minut, lisek wziął głęboki oddech. -Dobrze, już dobrze.
-Chodź. -otworzyła drzwi od sali nr. 23 i wpuściła blondyna. -Hinatka. -gdy tylko zobaczył bladą twarz ukochanej w jego oczach pojawiły się łzy, Sakura nigdy nie przypuszczałaby, że Naruto potrafi ukazywać tak wielkie emocje względem Hinaty.
-Naruto, ona zasłabła, ale wszystko będzie dobrze. Wydobrzeje. -położyła rękę na jego ramieniu.
-Rano było wszystko w porządku więc dlaczego?
-Nie zauważyłeś jeszcze? Hinata jest w 2 miesiącu ciąży. -uśmiechnęła się.-J-jak to w ciąży? -popatrzył na nią z mieszaniną zdziwienia i radości.
-Tak w ciąży, wiesz ja też byłam tak zajęta, że tego nie dostrzegłam. Za co jestem zła na siebie.
-Czyli będę Tatusiem? -spojrzał na nią. -Będę Tatusiem. -ucieszył się jak małe dziecko na widok lizaka.
-Gratuluję, postarałeś się. -zachichotała. -Zostawię was samych, jak coś wiesz gdzie mnie szukać. -Zielonooka wyszła z sali.
-Rano..to właśnie o tym chciałaś mi powiedzieć. Prawda? -popatrzył na Hinatę i pogłaskał ją po głowie.
-Tak Naruto, przepraszam, że zwlekałam z tym. -odezwała się wreszcie.
-Cii, nic nie mów. - pocałował ją czule i ujął jej dłoń.
***
Sakura od przybycia przyjaciółki do szpitala nie opuściła go, korzystając z okazji zajęła się kilkoma młodymi pacjentami. Po dwóch godzinach spędzonych w gabinecie lekarskim w towarzystwie kilku młodych pielęgniarek była naprawdę zmęczona. Wzrokiem błądziła po gabinecie, nie podobało jej się to, że stały jej nad głową i pilnowały. Przecież ona nie ma już 5 lat! -westchnęła i spiorunowała je wzrokiem, po czym wstała i odwiesiła fartuch. Stanowczym krokiem podeszła do drzwi i zatrzymała się. -Wyjaśnijmy sobie coś. Jutro nie chce was widzieć tu, rozumiemy się? -powiedziała nieco ostrym tonem i wyszła lekko trzaskając drzwiami.
Wychodząc pożegnała się z przyjaciółmi i z sekretarką, po czym wyszła. Wzięła głęboki wdech i ruszyła w stronę domu, powoli już robiło się ciemno chodź dopiero była 19. Rozpuściła swoje długie różowe włosy, które do tej pory miała spięte i przeczesała je. Marzyła teraz o długiej kąpieli.
Gdy tylko wróciła jej szpilki powędrowały pod ścianę a sama ruszyła w stronę kuchni, nabrała wielkiej ochoty na coś z dużą ilością procentów. Wyjęła z szafki szklankę a z nad zlewu butelkę z sake. Powędrowała do salonu i usiadła na kanapie, a nogi położyła na oparciu. Nalała sobie sake do szklanki i upiła łyk. Odprężyła się gdy tylko poczuła jak ciecz rozlewa się w jej organizmie powodując lekkie ciepło. Uśmiechnęła się sztywno i podniosła butelkę tym samym pozbywając się jej zawartości. Gdy tylko butelka stała się pusta upuściła ją na dywan, ta z hałasem potoczyła się pod ścianę. -Znacznie lepiej. -zaśmiała się i zdjęła z siebie sukienkę, którą rzuciła gdzieś na krzesło. W samej bieliźnie powędrowała do łazienki, po szybkiej kąpieli chwiejnym krokiem powędrowała do sypialni gdzie zakończyła swoją podróż i zasnęła.
Od Autorki:
____________________________________
Na wstępie chce was bardzo przeprosić za tak długą nieobecność. Nie mam usprawiedliwienia dla tego mam nadzieję, że mi wybaczycie. Miłego czytania mam nadzieję, że nie zawaliłam rozdziału <3 Buziaki !
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
