poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Rozdział 18.

                                                      
Za każdym razem daję Ci coś więcej, niż tylko serce.
 Za każdym razem daję Ci więcej siebie
Od Zawsze słyszeliśmy od naszych rodziców, dziadków, że nasi przodkowie, próbowali kiedyś stworzyć nam godne warunki do życia bez walk, bez gniewu, w harmonii z innymi ludźmi. Gdyby na świecie nie było zła, wszystko byłoby łatwiejsze. Jednak to się nie stanie nigdy, dopóki nadal istnieje organizacja, której nie łatwo się pozbyć. Nie jeden shinobi próbował i każdy poległ. Strach i lęk to dla nich nie znane słowa. Tak, Akatsuki nadal nie zaprzestało snuć plany zemsty, na wiosce liścia a tym bardziej, na ich mieszkańcach. Ci, którzy zdradzili...zginą.
Siła, którą próbują zdobyć nie jest jakąś tam mocą, która pomoże im zemścić się, jest to coś bardziej potężniejszego. Moc, która jest w stanie zmienić losy świata. Zdobycie jej nie jest łatwe, wymaga wielkiej odwagi i przede wszystkim bycia osobą "zaufaną".
-Konan, czy wszystko już przygotowane? -Czarnooki nie mógł już usiedzieć, w miejscu.
-O to nie musisz się martwić, namierzyłam tego twojego, motylka. Wraca właśnie z twoim bratem do domu. Cała i zdrowa...
-Czyli ta banda idiotów nie poradziła sobie, zabawne. No, no braciszku. Coraz lepiej.
-Co teraz? -Spojrzała na niego, oczekując wyjaśnień.
-Sam będę musiał się tym zając. Sprawię, że szybko zdobędziemy ją.
-Jak chcesz to zrobić Itachi?
-Będę musiał odwiedzić naszą starą znajomą. -Dziewczynie nie umknął chytry uśmiech chłopaka.
Nie minęła chwila a chłopak zniknął pozostawiając, po sobie pióra czarnego kruka.
Tak jak się spodziewał, w wiosce wyczuwalna była silna energia, jednak nie prowadziła ona do domu jego brata, a w zupełnie innym kierunku. -Coś jest nie tak. Hm braciszku czyżbyś ukrywał jej moc?
-Sasuke! Mógłbyś poczekać na mnie? Gdzie Ci się tak śpieszy! -Usłyszał za sobą kobiecy krzyk. -Oho o wilku mowa. Cudownie.
-To nie moja wina, że masz tak krótkie nóżki. -Zakpił z niej.
-Grabisz sobie znowu. -Burknęła krzyżując ręce na klatce piersiowej. -Radzę Ci przeprosić albo dalej pójdziesz sam.
-Co mam zrobić? Żartujesz sobie chyba, chcesz to sobie zostań, przypominam księżniczko, że mieszkasz u mnie.
-Oh, racja wielki Sasuke Uchiha nigdy nie przeprasza, duma silniejsza co, gburku? -Zaśmiała się widząc jego zdezorientowaną minę.
-Ale wiesz, że...
-Cii! -Uciszył ją i skupił swój wzrok na niebo.
-Co jest?
-Nie jesteśmy sami Ev.
Jego wzrok skierowany był na cień, jednego z wysokich dachów. Znał doskonale tą czakrę. Jego ręka sięgała powoli do rękojeści gdy nagle cień znikł.
-Sasuke! Co ty wyprawiasz! Miałeś się zjawić u mnie dzisiaj. -Oburzony blondyn zjawił się koło nich.
-Zagadka rozwiązania Sherlocku. -Zakpiła z niego, czego bardzo szybko pożałowała bo zmroził ją spojrzeniem.
-Miałem, ale tego nie zrobiłem, ukarzesz mnie teraz mamusiu?
-Nie żartuj sobie nawet!
-Mamusia z tatusiem znowu się kłócą. -Dziewczyna nie traciła czasu, na ciągłe dogryzanie brunetowi. Wiedziała, że tego nie lubił. Za to ona uwielbiała go denerwować, i obserwować jak niebezpiecznie pulsuje mu żyłka na czole.
-Ev! -Krzyknęli oboje.
-Oj dobra! -Nie miała zamiaru dłużej tam stać i ruszyła w swoją stronę, uliczki Konochy gdzie nie gdzie, były strasznie ciemne. -Przydało by się tu więcej światła. -Pomyślała.
Czuła się teraz jak w kiepskim filmie, gdzie to biedna, bezbronna dziewica, udaję się na przechadzkę ciemnymi uliczkami miasta. I czeka, aż za rogiem wyskoczy przed nią groźny bandyta z piłą mechaniczną w ręku i zacznie jej grozić. -Bzduraaa.
-Jesteś pewna? Usłyszała przy uchu szept. Poczuła na skórze chłodny podmuch wiatru, gęsia skórka na jej ciele nie świadczyła o tym, że było jej zimno. Jej pięść zacisnęła się tak mocno, że nie dopływała jej krew do koniuszków palców. -Przysięgam Sasuke, że Cię kiedyś zabije! -Odwróciła się nagle. Osłupiała gdy zobaczyła jak z cienia wydobywa się wysoki facet, o ciemnych jak noc oczach i długich kruczych włosach. Lampa z oddali oświetlała tylko kawałek jego ciała. Widziała jego umięśniony tors, który był doskonale widoczny z pod jasnej bluzki. -Nie wierze. -Przeszło jej przez myśl. -Jej usta były rozchylone na tyle, że mogła by wcisnąć tam całą pięść.
-Ty..
-Tak jestem Itachi, starszy brat Sasuke.
-Jesteś zabójcą! Nie...Przecież ty jesteś martwy! Podobno... -Jej mina wskazywały jak bardzo była w szoku.
-Też miło mi Cię poznać robaczku. -Zaśmiał się. -Zabójcą? A któż Ci takich bredni naopowiadał dziecinko? A Wyglądam na martwego?
Miał racje, nie wyglądał na osobę, która była by w stanie skrzywdzić kogokolwiek. A tym bardziej nie wyglądał na osobę, która właśnie wstała z grobu, by dokończyć to czego nie zdążyła za życia.
-To wytłumacz mi, dlaczego masz taką opinie?
-Może przejdziemy się na spacer? Wszystko Ci wyjaśnię.
-W porządku, jestem Ev tak w ogóle. -Uśmiechnęła się, jednak cały czas była czujna.
-Ja i mój brat, to dwa różne światy. Kiedyś bardzo się pokłóciliśmy, sprawy rodzinne i od tamtego momentu nie mamy kontaktu. Ma mi za złe, że opuściłem wioskę, żeby szkolić się, podróżować.
-A co z tym Bingo? -Przypominała sobie wcześniejszą rozmowę z Sasuke.

-Skąd znasz to imię? -Wbił w nią swój wzrok.
Dziewczyna czuła się jak na jakimś przesłuchaniu tylko, że zamiast zadawać pytania musiała na nie odpowiadać. -J-ja no przeczytałam gdzieś przez przypadek chyba w jakiejś książce czy..
-Bingo. -Przerwał jej.
-Słucham? -Zdziwiła się.
-W książce Bingo. Itachi to złoczyńca. -Brunet pokręcił głową
Czyli jednak! Wiedziałam. -Przeszło jej przez myśl.
Chłopak westchnął i przeczesał swoje hebanowe włosy. -Itachi to członek Akatsuki, jest niebezpieczny i powinien już nie żyć. Jest numerem jeden na mojej czarnej liście.

-Bo widzisz, moja wyprawa niosła ze sobą wiele przygód. Wraz z moim przyjacielem Daisuke, zaatakowała nas grupa shinobi, z wioski liścia. Ktoś wysłał ich by nas sprowadzili z powrotem. Uznali nas za zbiegłych. Żywy lub martwy, nie ważne. Byliśmy zmuszeni walczyć z nimi. Gdy ja zajmowałem się swoimi przeciwnikami, na Daisuke ruszyła reszta. Nie był w stanie poradzić sobie, a ja nie zdążyłem w odpowiedniej chwili zareagować i wtedy... -Zawahał się. Chciał, żeby ta opowieść ruszyła dziewczynę. -Zginął z ich rąk.
 Byłem tak zły, że zabiłem ich wszystkich. Zabrali mi przyjaciela.
-Rozumiem. Przykro mi. -Dotknęła jego ramienia, by dać mu trochę otuchy.
-Było minęło. -Uśmiechnął się delikatnie.
-Oh! Jaki on ma cudowny uśmiech. -Przeszło jej przez myśl.

                                                                   ***
-Nie mogę w to wierzyć co się ze mną dzieje? No Sakura głowa do góry, biust do przody i jazda do domu! -Westchnęła zrezygnowana. Od rana męczyła ją ta wizja, ten sen. Kim był? Czy znała go? Ciągle głowiła się, czy dziś też ujrzy go we śnie, i czy ujrzy jego twarz, poczuje jego dotyk na swojej skórze?
Powoli wstała i odgarnęła niesforne, kosmyki włosów z twarzy. Wzięła głęboki oddech i wyszła z gabinetu. Przed wyjściem zajrzała jeszcze tylko do Hinaty i wreszcie mogła wrócić do domu. Chciała wieść normalnie życie, bez Akatsuki i tych ciągłych walk. Misji.
Leniwym krokiem szła przed siebie, głowę miała uniesioną ku górze. Na niebie pojawiały się już pierwsze gwiazdy. Cały dzień spędziła w szpitalu. -Nie długo tam zamieszkam. -Burknęła.
Mijając puste uliczki Konochy, wspominała jak to było, za czasów drużyny 7. Gdy to było z Naruto, Kakashim, Saiem i... -Iii? Dziwne. -Zatrzymała się nagle.
-Ev! -Usłyszała znany jej krzyk. -Naruto. -Uśmiechnęła się sama do siebie i ruszyła w stronę, z którego dobiegały krzyki. Ujrzała swojego przyjaciela w towarzystwie jakiegoś bruneta. Udała, że ich nie widzi i poszła dalej, nie chciała już dzisiaj rozmawiać z innymi było to dla niej, zbyt męczące na dziś. Gdy tylko doszła do swojego mieszania od razu poszła do łazienki. Rozebrała się i weszła do kabiny, odkręcając wodę. Strumień ciepłej wody, spływał po jej nagim, spiętym ciele. Zamknęła oczy i oddała się tej chwili. Po skończonej kąpieli wyszła owinięta w biały, puchowy ręcznik. Przeczesała włosy i poszła do swojego pokoju. Było grubo już po 22. Wyszperała z szafy jakąś koszulkę i krótkie spodenki. Dzisiejszy dzień dał jej nieźle w kość, przebrana usiadła na łóżku i spojrzała za okno. -Dziś też tajemniczy chłopcze, nawiedzisz mnie w snach? -Westchnęła. -Ah! Byłoby łatwiej, gdybyś się przedstawił wtedy. -Burknęła nie zadowolona.
                                          
 

                                                                               ***

-Pewnie chciałabyś wiedzieć, co tu robię. Właściwie jestem tu z dwóch powodów. -Patrzył na nią pewnie.
-Jakich?
-Z powodu brata i chce się zemścić.
-Na kim?! -Oburzyła się.
-
W swoim życiu wiele zwiedziłem, wędrowałem od wioski do wioski. Aż pewnego razu trafiłem na trochę dłużej do wioski Mgły. Tam poznałem wspaniałego człowieka, był nim Nobu Mahuriki. -Posmutniał teatralnie, zauważył jak mięśnie dziewczyny spinają się a na twarzy pojawia się zdziwienie. Więc kontynuował. -Wraz z Nobu wyruszaliśmy na różne misje, staliśmy się przyjaciółmi. Jednak pewnego dnia wioska Mgły została zaatakowana przez grupę shinobi z mojej rodzinnej wioski, dowiedzieli się, że tam jestem i chcieli zrobić wszystko by mnie zabić. Walka była zacięta, ja, Nobu i reszta z wioski Mgły przeciw Wiosce liścia, gdzie na czele stała...-Zawhał się. -Sakura.
Jednak nie udało nam się wygrać tej bitwy, ja zostałem poważnie ranny, a reszta została zabita. Cały klan Mahuriki wtedy poległ, gdy chciał bronić swojej wioski.
-Nie możliwe... -Dziewczyna zaciskała pięści. -To nie może być prawda.
-Ev? -Złapał ją za ramie lekko.
-To był mój...-Spojrzała na niego. To wszystko działo się za szybko jak dla niej. Nie sądziła, że kiedykolwiek spotka go, a co najważniejsze. Dowie się prawdy.

-Wiem. -Spojrzał na nią. -Przed śmiercią, twój Ojciec poprosił mnie, żebym dbał o ciebie jak dorośniesz. Przyrzekłem, że będę czuwał nad tobą z daleka by nie przysporzyć Ci kłopotów.
-Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć. Była roztrzęsiona. Miała ochotę zabić osobę odpowiedzialną, za śmierć i klęskę jej klanu.
-Sakura, czy to ona zabiła ich? -Jej oczy były przepełnione chęcią zemsty.
-Tak, drogie dziecko. Przykro mi to mówić.
-Jak mogłam zamieszkać tutaj! W wiosce, która jest za to odpowiedzialna!
-Nie chciałem Ci mówić tego jednak myślę, że jesteś na tyle dorosła by znać prawdę o swojej przeszłości. -Teraz gdy wiesz całą prawdę, chciałbym abyś poszła ze mną. Bym mógł cię trenować, opiekować się tobą. Tak jak obiecałem twojemu ojcu, na łożu śmierci.
-Co z twoją zemstą? -Spojrzała mu w oczy.
-Dokonam ją w swoim czasie, teraz najważniejsza jesteś ty.
-Zrobię to za ciebie. Zabiję ją.
-Oh nie możesz Ev! Będziesz ścigana za to. -Jego wewnętrzny diabeł już zacierał ręce. Wszystko szło w dobrym kierunku.
Była pewna, że nie może ufać już mieszkańcom tej wioski. Więc komu mogła zaufać? Jej wzrok spoczywał na wysokim brunecie. Ochłonęła trochę, wzięła głęboki oddech. -Nie mogę iść z tobą jeszcze nie teraz.
-O Tak! Dziecinko niech to ziarno twego gniewu, rozkwita. -Zaśmiał się w duchu. Wiedział, że dzięki złości obudzi się w niej to co, od lat tkwiło w niej. Zapieczętowane.
-Gdy tylko będziesz potrzebowała mnie, przybędę. Tymczasem muszę się z kimś spotkać. -Pożegnał się i zniknął. Zostawiając dziewczynę samą.

***
-Widzisz! Uciekła od ciebie! -Naruto nie krył swojego oburzenia.
-Niech idzie, i tak wróci. One zawsze wracają.
Blondyn spojrzał na niego tylko kątem oka. -Stary, dobry Sasuke. -Przeszło mu przez myśl. Od zawsze jego przyjaciel traktował, kobiety jak zabawki. Nie podobało mu się to bardzo, zawsze był zimny, olewczy.
-Ty się nigdy nie zmienisz! Ja nie wiem, co ta biedna Sakura w tobie widziała. -Tym razem był bardziej stanowczy niż zawsze. Jego niebieskie tęczówki wpatrywały się w zdziwioną twarz bruneta.
-Co jest? Dlaczego nic nie mówisz?
Brunet wpatrywał się w ciemność, czuł czyjąś obecność. -Sasuke! -Z amoku wyrwał go krzyk chłopaka.
-Durniu jeden, nie jestem głuchy a tym bardziej ślepy. Więc skończ, robić te swoje głupie miny.
-Mógłbyś chociaż reagować, a nie mnie zlewać!
-Muszę iść, pogadamy kiedy indziej. -Brunet zniknął z pola widzenia, i ruszył za dziewczyną, która ich mijała z daleka.
Skakał zwinnie po dachach, aż dotarł to wysokiego budynku, który dobrze znał. Nie bardzo wiedział co go tu przyprowadziło. Z własnej woli nigdy by nie przyszedł tutaj.
Kątem oka dostrzegł kruchą sylwetkę kobiety, która wchodziła do budynku. Brunet wskoczył na wyższy dach, który znajdował się tuż, na przeciwko balkonu od pokoju kunoichi. Nie musiał czekać zbyt długo, by ujrzeć różowe kosmyki włosów i zgrabną sylwetkę dziewczyny. Gdyby ktoś jeszcze parę miesięcy temu, powiedział mu, że dziś będzie obserwował Sakurę z ukrycia, wyśmiał by go. Zawsze była dla niego, tylko irytującą koleżanką z drużyny 7.
  
                                                     ***
-Chyba kochanie wrócimy sami do domu. -Gładziła swój brzuszek dłonią.
Dziewczyna od południa czekała na Naruto, który zarzekał się, że przyjdzie po nią.
-Eh, nie ma co czkać na tatusia. -Wstała powoli i wyszła z sali, kierując się w stronę recepcji. -Dobry wieczór! -Uśmiechnęła się promiennie starsza kobieta, siedząca za biurkiem.
-Przyszłam po wypis, Sakura wspominała?
-Już sprawdzam. -Kobieta spojrzała na papiery zostawione przez Sakurę. -Ah tak, wypis panienki Hinaty. Zgadza się wszystko. -Wręczyła jej kartkę formatu A4.
-Dziękuję. -Uśmiechnęła się promiennie, jak to miała w zwyczaju i wyszła. Na zewnątrz było już ciemno i nieco chłodno. Nie lubiła sama wracać wieczorami, nigdy nie wiadomo na kogo można trafić.
Starała się iść w miarę oświetlonymi uliczkami, gdzie latarnie oświetlały największą powierzchnię. Prawą dłoń ciągle trzymała na swoim brzuchu, od czasu do czasu gładząc go.
-Gdzie cię znowu wywiało? -Powtarzała w myślach, zastanawiając się co, było na tyle ważne by zapomnieć o swojej kobiecie.
Na szczęście mieszkanie Naruto, w którym od pewnego czasu mieszkała wraz z nim. Nie znajdowało się daleko. Około 15 minut drogi na pieszo. Najkrótsza droga prowadziła przez jedną z najciemniejszych uliczek miasta.
Z oddali było słychać jakieś szepty i kroki, miała nadzieję, że spotka po drodze blondyna.
-Hej panienko! -Usłyszała przed sobą bełkot, jej wzrok jeszcze nie zdążył przyzwyczaić się do panującego mroku, w tej alejce.
-Tył w zwrot i już cię nie ma! -Powtórzyła sobie z trzy razy w myślach, po czym szybko się cofnęła. -Poczekaj kwiatuszku! -Pijany mężczyzna nie dawał za wygraną, chwiejnym krokiem poszedł za nią.
Biało-oka przyśpieszyła kroku, na jej rękach pojawiła się gęsia skórka. Pierwszy raz bała się na prawdę. Poczuła na ramieniu silny uścisk, mężczyzna odwrócił ją w swoją stronę. W mgnieniu oka przycisnął ją do ściany. Dziewczyna nie zdążyła, jeszcze odzyskać na tyle siły, by użyć swojej czakry i wysłać tego bezczelnego, typa na kosmos!
-Ty wiesz kim ja jestem?! -Wrzasnęła wściekła. Jej nerwy sięgały zenitu.
-Moją nową zabaweczką, na dzisiejszą noc? -Ręką jeździł po jej ciele.
-Moją kobietą! -Powiedział stanowczo lisek, pojawiając się na nimi, jego prawa ręka zacisnęła się w pięść. Nie minęła chwila, a facet już leżał parę metrów dalej.
-Tknij ją jeszcze raz, a obiecuję, że Cię zabije! -Odwrócił się w stronę Hinaty. -Jak mogłaś wyjść ze szpitala beze mnie?! -Oburzył się.
-Miałam tam siedzieć do rana? Trzy godziny na ciebie czekałam, teraz minęła kolejna!
-Przepraszam...-Westchnął i przytulił ją do siebie. -Nie wybaczył bym sobie, gdyby coś Ci się stało. Rozmowa z Sasuke, trochę się przeciągnęła. To się więcej nie powtórzy. -Ucałował ją w czoło i wraz z nią ruszył w stronę posiadłości Uzumaki.

                                                              ***
Ev, po powrocie do domu rozsiadła się w salonie. Postanowiła poczekać na Sasuke.
Spóźniał się już z dobrą godzinę. -No dalej! -Warknęła w myślach zła.
Dźwięk otwieranych drzwi, poderwał ją na równe nogi. Spokojnym, lecz stanowczym krokiem wyszła do przedpokoju. Zaskoczona mina bruneta, rozbawiła ją.
-Wiesz, która godzina? -Złożyła ręce na klatce, wyglądała teraz, jak wściekła żona czekająca na swojego męża.
-Już dawno po 22, czyżbym miał kłopoty proszę pani?
-Wieczorynka już dawno się skończyła, a ty od tak spacerujesz sobie po wiosce o tej godzinie? Gdzieś ty był? -Westchnęła, miała co do niego wielkie plany. Jednak musiała zachowywać się jak wcześniej.
Brunet wyminął ją i ściągnął z siebie przepoconą koszulę, rzucając ją zwinnie na krzesło stojące w kuchni. -Z Naruto, a później poszedłem na spacer.
-Sam? -Ciągnęła.
-Tak. Koniec już tego śledztwa, pani detektyw? Co cię ugryzło? -Przyjrzał się jej.
-Nie ważne. -Poszła do swojego pokoju, zostawiając bruneta samego.
-Wkurzają mnie te twoje humorki! -Krzyknął za nią. Oparł się ciałem o zimną ścianę i westchnął. W głowie miał obraz zamyślonej koleżanki. Jej różowe włosy, mokre od wody przylepione do jej słodkiej buźki.
Był ciekaw o czym ciągle rozmyślała. Czy nadal widziała w nim to samo, co sprzed ponad kilku lat?

____________________________________________________________
Witajcie kochani! Wreszcie udało mi się, skończyć ten rozdział. Miałam go dodać już w weekend, jednak awaria i brak internetu, zmusiły mnie do czekania. Długością faktycznie nie powala, jednak musicie mi to wybaczyć. W głowie ostatnio mam mnóstwo pomysłów na nową notkę (Nie ma ona nic wspólnego z tym opowiadaniem) Ostatnio wzięłam się za pisanie partówki. (Nie w moim stylu coś wgl O.O) Pewna książka strasznie mnie zainspirowała. Jednak informacje o tym w dalszych notkach. Buziaki kochani! Zachęcam do komentowania! ^w^