Witajcie kochani, a więc od czego by tu zacząć? Bardzo długo
zastanawiałam się nad powrotem na bloga. Długo już nic nie dodawałam
przez brak weny, czasu i sporo nauki, teraz gdy są wakacje postanowiłam
usiąść i postarać się coś napisać, nie do końca jestem pewna czy uda mi
się doprowadzić to opowiadanie do końca, ale jak to mówią, kto nie
ryzykuje ten nie pije szampana. Tak więc moi kochani, nie wiem czy
jeszcze ktoś tu zagląda, ale witam was z nowym rozdziałem. Buziaki!
Z
każdym oddechem jej puls przyśpieszał, nie było to spowodowane
wypiciem, dużej ilości trunku lecz tym co się działo w jej umyśle.
Ciemność, która panowała wokół niej była przerażająca, wzrok
zielonookiej wbity był w głąb ciemnego korytarzu, wilgotne powietrze
oraz smród stęchlizny rozprzestrzeniał się wszędzie. -Ktoś tu jest?
-Zawołała niepewnie. Jej drżące ręce, ze strachu powoli dotykały
koniuszkami palców, wilgotnych ścian. Stanowczym krokiem szła powoli
przed siebie. Jej oczy z każdą minutą, przyzwyczajały się do mroku
panującego tutaj. Nagle poczuła na nodze dotyk obślizgłego robaka, tak
przynajmniej myślała. -Cholera! -Pisnęła.
Przed nią pojawiło się małe
światełko, które świadczyło, że wreszcie wyjdzie z tej ciemności.
Powoli szła do przodu, stawiając teraz nie pewnie kroki, jakby bała się,
że za chwilę coś ją zaatakuje. Przełknęła głośno ślinę, gdy tylko
minęła wyjście z tunelu ujrzała ciemną postać, stojącą do niej tyłem.
Poczuła przyjemne uczucie w sercu, ciepło, które dawało jej poczucie
bezpieczeństwa. Tylko dlaczego?
-Ekhm. -Starała się zwróć na siebie
uwagę nieznajomego. Lecz na marne. Rozejrzała się dookoła, zauważyła, że
była teraz w jakimś pokoju, ściany były koloru niebieskiego, meble
ciemne a na ścianach widniały jakieś obrazy. W kącie ujrzała miecz a
obok niego wielkiego węża. Nie spodobało jej się to.
Nagły ruch.
Tajemnicza postać zniknęła. -Co jest? -Napięła wszystkie mięśnie,
wzrokiem szukała go po pokoju. Poczuła na ramieniu dotyk dłoni. -Czemu
się boisz? -Usłyszała szept przy uchu, jego głos był taki przyjemny, jak
aksamit. -A więc? -Powtórzył. Jego ciepły oddech drażnił jej szyję.
Jego dłonie błądziły po jej ramionach. Dziewczyna stała nie mogąc
wydusić z siebie ani jednego słowa, czuła w głębi serca, że gdzieś już
słyszała ten głos. Lecz nie potrafiła go rozpoznać. -Sakuro?
-Rozszerzyła oczy.
W jej głowie pojawiło się tysiąc pytań. -On mnie zna? Kim on jest? Co ja tu wgl robię?
Otrząsnęła
się z tego amoku gdy poczuła narastające bicie serca i przyśpieszający
puls. A to wszystko było spowodowane tym, że był niebezpiecznie blisko
niej. -Kim jesteś? Czy ja cię znam? -Wydusiła ledwo, tak cichutko, że
ledwo usłyszał.
-Na prawdę mnie nie pamiętasz? -Zawinął sobie jej niesforne, pasmo włosów wokół palców, czekając na jej odpowiedź.
Mruknęła tylko coś pod nosem, co sprawiło, że brunet uśmiechnął się delikatnie.
-Jesteś
nie dobrą dziewczynką, sprawiasz, że me serce rozpada się na tysiąc
kawałków. Oh, Sakuro, jak możesz nie pamiętać, mego głosu, mego dotyku.
Nie czujesz niczego? Serce Ci nie podpowiada kim mogę być? Pomyśl.
-Szepnął, jego nos wodził po jej szyi. Próbowała przypomnieć sobie
cokolwiek, jednak to na nic. Czuła ciepło w sercu jednak nadal nie
potrafiła odpowiedzieć sobie na jego pytania. Był jeden sposób, żeby
dowiedzieć się tego, wzięła głęboki oddech. Jednym, zwinnym ruchem
próbowała się obrócić i wtedy usłyszała trzask...
Powolnym acz
stanowczym krokiem po domu dziewczyny, kroczył kruczowłosy blondyn. Jego
niebieskie oczy skierowane były na pustą butelkę na podłodze. -Znowu?
Lekko
zdziwiony otrząsnął się i wszedł do sypialni zielonookiej kruszyny.
Jego oczom ukazała się drobniutka postać lekko wystająca z pod koca, jej
różowe włosy były porozrzucane po całej poduszce. Jej blada twarz
ukazywała grymas nie zadowolenia. Mówiła coś przez sen, chociaż bardziej
przypominało to bełkot pijanego starucha. -Sakura? -Podszedł do niej i
lekko ją szturchnął, chcąc ją zbudzić. Na marne.
-Ile ty tego wypiłaś? -Przeczesał swoją bujną czuprynę.
Sięgnął
lewą ręką budzik leżący przy nocnym stoliku, koło jej łózka. -Skoro nie
chcesz budzić się w milszy sposób, to nie dajesz mi wyboru
kochanie. -Uśmiechnął się chytrze. Lisek jednym zwinnym ruchem rozbił
budzik o ścianę tworząc przy tym ogromny hałas, który jak się spodziewał
podziałał na Sakurę.
Ledwo powstrzymał się od śmiechu gdy zobaczył
przerażoną minę dziewczyny. -Wszystko w porządku?-Uklęknął przy niej.
Dziewczyna patrzyła pustym wzrokiem przed siebie. -Było tak blisko..
-O czym ty mówisz?Sakura?
-Jeszcze chwila i..-Spojrzała na niego. -N-nie ważne w sumie. Co ty tu robisz?
Spodziewał
się wybuchu gniewu z jej strony, obitego ryja albo chociaż opierdzielu z
jej strony, ale nie tego! -Zaskoczony uważnie przyglądał się
dziewczynie. -Dobrze się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej.
Miał
racje, była cała blada i wyglądała jakby zobaczyła ducha. -Wszystko ok,
źle się czuje, nic więcej. Więc co Cie tu sprowadza Naruto?
-Ah, tak! Nie zapomniałaś o czymś, albo o kimś? -Oburzył się.
-Zapomniałam? -Uniosła brwi ku górze. -Hm, nie wydaje mi się?
-Hinata, moje dziecko? Coś ci to mówi?
-Cholera!
Miałam badanie przeprowadzić. -Wstała gwałtownie i pobiegła w stronę
łazienki, spojrzała na zegarek kątem oka, było grubo po 10!
-Będę u siebie, mam parę spraw do załatwienia jeszcze. -Krzyknął za nią.
-Jak
się to mogło stać? -Wzięła szybki prysznic i ubrała się. Przecież nigdy
jeszcze nie zdarzyło się jej doprowadzić do takiego stanu, a co dopiero
zaspać do pracy. W drodze do szpitala, jej wszystkie myśli krążyły,
wokół nieznajomego. Ten głos...jego dotyk, ciepło, które czuła. To
wszystko wydawało się jej, bardzo znajome. Jednak z drugiej strony nie.
-Co to było? -Potarła twarz dłonią.
-Jak się czuje przyszła mama? Wybacz moje spóźnienie. -Uśmiechnęła się Sakura, wchodząc do pokoju.
-Tak się cieszę, że cie widzę! Nawet nie wiesz jak denerwuje mnie leżenie tutaj!
-Uuuh,
ktoś tu ma humorki. -Zaśmiała się. -Spokojnie, już dziś myślę, że
będziesz mogla iść do domu. Jak na razie wszystko jest w porządku. Na
twarzy przyjaciółki ujrzała szczery uśmiech podziękowania.
-Wiesz może gdzie jest teraz Naruto?
-Z
tego co mówił, to miał iść na polane poszukać Sasuke. Mam nadzieję, że
Naruto nie zdenerwował Cię od samego rana? -Zaśmiała się przypominając
sobie roztrzepanego blondyna, krzyczącego, że ściągnie Sakurę za nogę z
łóżka. -Sakura?
-Co? A nie, wszystko ok. Wybacz muszę iść jeszcze do
Tsunade, przyjdę do ciebie później. -Wyszła za nim białooka zdążyła
cokolwiek odpowiedzieć.
Szybko pobiegła do swojego gabinetu, zamknęła
drzwi za sobą i usiadła pod drzwiami. -Może to tylko dziwny sen?
Koszmar? Albo jakieś jutsu? Aaa! Mam tego dosyć. Sakura opanuj się!
-Oparła głowę o drzwi. Głośne westchnienie wydobyło się z jej krtani.
Brunet stojąc na środku polany z
dźwięcznym sykiem dobył miecz z pochwy, rękojeść miecza trzymał w
stalowym uścisku. Poprawił włosy i z chytrym uśmiechem patrzył na
swojego przeciwnika. Który z wściekłością w oczach biegł ku niemu.
Szybkim
ruchem wykonał wypad do przodu, Finta potem Dexter. Na skórze
przeciwnika pozostawił szkarłatne ślady. -To już wszystko? -Zaśmiał się
głośno patrząc jak ciężko oddycha.
-Kpisz Uchiha?!
-Mając na uwadze moje delikatne świeżo ostrzone ostrze, myślę, że to kwestia czasu aż padniesz z sił.
Druga
opcja to, że dokończę co zacząłem. Mogę przeciąć jednym ruchem twoją
tętnicę szyjną, podciąć twoje ścięgna i obserwować jak wykrwawiasz się,
obserwować jak twoja krew wylewa się w rytm ustającego bicia serca. Chce widzieć jak patrzysz na mnie, chce widzieć twoje cierpienie, przenikający ból, rozdzierający całe twoje ciało.
Ofiara zaśmiała się w twarz brunetowi. -Chcesz mnie zabić? Myślę, że nie wyjdziesz z tego cało. Odwróć się.
Sasuke kątem oka dostrzegł zbliżających się przeciwników. Nie okazał litość wbijając miecz w jego serce i zajął się resztą. Opuścił się nisko na nogach, unikając tym samym ciosu od nieznajomego. Szybkim ruchem wbił ostrze w jego nogę, poczuł jak kości kruszą się pod naporem ostrza.
Odskakuję, kolejny unik, kontrwypad, i kolejne cięcie. -Kolejny z głowy. -Pomyślał.
Nagle znika i zeskakuję z góry niczym jastrząb, spadający z przestworzy na
bezbronnego, niczego nie spodziewającego się królika, który właśnie
wyszedł z nory pożywić się trawą, uniósł swój miecz, na
runicznym ostrzu, której połyskiwały symbole nieznanego znaczenia, uniósł go do góry, żeby uderzyć pionowo i odesłać
kolejnego na spotkanie bogów. -Koniec zabawy, panowie. -Spojrzał na
ciała leżące wokół niego, trawa pod nimi nasiąkała ich krwią. Jego oczom
ukazała się kropla krwi ściekająca po zbroczu miecza.
-Wiesz, czasami zachowujesz się jak psychopata. -Usłyszał za sobą kobiecy głos.
-Może nim jestem Ev? -Spojrzał na kobietę.
-Gdyby rzeczywiście tak było, już dawno bym cię zabiła podczas snu.
-Skromna jesteś.
-I niebezpieczna, miej się na baczności. -Obydwoje zaczęli się śmiać.
-To co z naszym treningiem?
-Właśnie go miałeś, nie za mało Ci?
-Ja
owszem ty nie. -Chytry uśmiech pojawił się na jego twarzy. -To nie
wróży nic dobrego. -Przeszło jej przez myśl, jednak nie opuszczała gardy
w dalszym ciągu.
-Na prawdę chcesz zmierzyć się ze mną? Chcesz poczuć jak to jest, gdy czujesz jak ciało odmawia posłuszeństwa, wydać ostatnie tchnienie? Jeśli chcesz połączyć się z duchami przodków, to bardzo chętnie Ci w tym pomogę. -Błysk w jej oczach zaciekawił bruneta.
-Mów dalej, proszę.
-Twoja krew będzie tryskać strumieniami, z każdym ciosem będę pozostawiać za sobą pióropusze z kropelek krwi. Najpierw Sinistra potem Bastllera i leżysz kolego. -Zaśmiała się niebezpiecznie. -Będziesz zaślepiony bólem, będziesz czuł jakby mięśnie odrywały się od kości.
-Wiesz
co w tobie lubię najbardziej? To, że jesteś tak samo psychiczna jak ja.
Myślę, że byłabyś idealną aktorką grającą w horrorach. Ale w praktyce
nigdy by Ci się to nie udało. Nie zapominaj kto gra tu ostatnie skrzypce
moja droga. Tak, to ja zadaje ten ostateczny cios, po którym już nikt
nie wstaje.
-Jesteś zbyt pewny siebie. -Prychnęła.
-A ty bujasz w obłokach.
-Kwestia
czasu a będziesz mnie przepraszał. -O tak! Uchiha nie myśl sobie, że
się Ciebie boję, phi. Najgłośniej szczekasz ze wszystkich, a w
rezultacie będziesz mnie przepraszał, gdy to ja będę stała nad tobą, i
patrzyła w twoje czarne, przerażone źrenice.
-Idziesz? -Jej rozmyślenia przerwał brunet.
____________________________________________________________________________Wyjaśnienie * !
Finta-manewr polegający na zmyleniu
przeciwnika ostrzem, oraz wprowadzeniu wypadu/cięcia z innej,
niespodziewanej strony.Bastllera - bardzo szerokie cięcie, można powiedzieć:
ostateczne. Zadaje się go wybijając ostrze z biodra, okręcając się w
biodrach, i zadając śmiertelne cięcie z góry.Sinistra- poziome cięcie, kontrolowane i dokładnie
wymierzone. Może być też pół sinistry: krótszy cios, zwykle używany do
finty.Dexter - wyrzut miecza na całą długość ręki, szeroki
poziomy cios, który całkowicie odsłania zadającego go człowieka. Łatwo
go wyminąć i skontrować.
A wiec kochani mam nadzieję, że chodź
trochę podobał się rozdział, krótki jest ze względu na to by was trochę
bardziej zaciekawić i utrzymać w niepewności, po tak długiej przerwie. Z
czasem będą one dłuższe, jednak muszę na nowo wczuć się. Do następnego
rozdziału, który pojawi się niebawem, pozdrawiam, buziaki kochani! ;*